piątek, 27 lipca 2012

Józefina, kobieta niezwykła

Trzytomowa powieść kanadyjskiej pisarki (o amerykańskich korzeniach) Sandry Gulland to prawdziwa perełka wśród beletrystyki historycznej. Owoc wielu lat pracy, zadziwia dbałością o szczegóły historyczne, co często nie jest najmocniejszą stroną pisarzy zza oceanu, bo lubią naginać fakty do własnych potrzeb. „Józefina”, „Józefina i Napoleon” i „Cesarzowa Józefina” dotyczą najważniejszych rozdziałów w życiu pięknej Kreolki. Wspięła się na sam szczyt, by zostać żoną człowieka, którego bała się cała Europa. No może oprócz Polaków, my go uwielbialiśmy, bardzo na wyrost.


Przeczytałam wiele książek o Józefinie, również wspomnień osób jej współczesnych i byłam ciekawa, czy jeszcze coś może mnie zaskoczyć. Okazało się, że może. Spojrzenie na fakty jej oczami pozwoliło mi przestać oceniać postać historyczną i zrozumieć kobietę, jaką była. Autorka bardzo lubi swoją bohaterkę, dlatego oddała jej głos i książka jest napisana w formie pamiętnika. Udany manewr, ponieważ z góry ucina ewentualne zarzuty o brak obiektywizmu. Trudno, żeby Józefina mówiła o sobie źle. Tym zajmują się inni od 200 lat. Oczywiście największym zarzutem jest rozwiązłość i niewierność żony Napoleona. Jak gdyby fakt, że cesarzowa była zdradzana i oszukiwana przez męża przez cały okres trwania ich małżeństwa, nie miał większego znaczenia.
Poznajemy czternastoletnią dziewczynę Marię Józefę Różę de Tascher de La Pagerie, właściwie jeszcze dziecko, na Martynice w 1777 roku i towarzyszymy jej aż do śmierci w Malmaison w roku 1814. Do Paryża sprowadza ją małżeństwo z bardzo przystojnym i równie niewiernym Aleksandrem de Beauharnais. Nie był to szczęśliwy związek i skończył się separacją. Hrabia, po krótkiej i błyskotliwej karierze porewolucyjnej, został zgilotynowany. Ona sama cudem uniknęła takiego losu, ale cały czas walczyła o przetrwanie swoje i swoich dwojga dzieci – Eugeniusza i Hortensji. Doznała biedy i strachu o los swoich najbliższych. Chciała przede wszystkim być bezpieczna i to mogło jej zagwarantować małżeństwo z młodszym, zdolnym Bonaparte, któremu wróżono świetlaną przyszłość. On potrzebował awansu społecznego, ona mężczyzny, który będzie ją chronił. Związek ten był czystą kalkulacją. Pokochali się później. To właśnie Napoleon nazwał ją Józefiną, a później osobiście włożył na jej głowę koronę cesarską. Był to gest wielkiej miłości uwieczniony przez Davida na słynnym obrazie „Koronacja Napoleona” (Le Sacre).




Chociaż była żoną najpotężniejszego człowieka w Europie, nadal musiała mieć się na baczności. Przeciwko niej spiskował cały klan Bonapartych z korsykańską matroną na czele. Tu akurat wszystkie przekazy historyczne są zaskakująco zgodne. Familia była okropna! Jak gdyby wszystkie przymioty skupiły się tylko w Napoleonie. Celem jego rodziny było wyeliminowanie „starej” i udało im się to osiągnąć. W ten sposób Napoleon Bonaparte został sam. Żadne z nich nie podążyło za nim na wygnanie, co więcej, niektórzy dopuścili się zdrady, przechodząc w chwili wyboru na stronę wrogów. Młoda żona, która była nadzieją na stworzenie dynastii, również odwróciła się od niego. Cóż za ironia losu, to właśnie krew Józefiny płynie w żyłach europejskich rodzin królewskich za sprawą Eugeniusza, a jej wnuk, syn Hortensji został cesarzem Napoleonem III. Potomkowie Napoleona zaś noszą nazwisko człowieka, któremu uwiódł on żonę – Walewski.
Sandra Gulland wspaniale oddała atmosferę epoki widzianej oczami kobiety wplątanej w zawirowania historii. Józefina opowiada nam o tym, co było dla niej najważniejsze, dlatego książka nie zanudza datami i faktami. Jest to zupełnie subiektywne spojrzenie na ówczesne wydarzenia i może dlatego tak dobrze się czyta tę powieść. Nawet zupełna nieznajomość historii nie przeszkadza w delektowaniu się lekturą, bo przede wszystkim jest to opowieść o interesującej kobiecie. Jednak należy podkreślić, że powieść, choć oparta solidnie na faktach, pozostaje jedynie fikcją literacką, a autorka zgrabnie omija tematy mogące zbytnio oczernić bohaterkę, jak choćby jej liczne romanse. Nie mam do niej o to pretensji, zwłaszcza, że uprzedza o tym na początku pierwszego tomu. Nie zapominajmy, że los kobiety w tamtych czasach zależał w pełni od mężczyzny. Jeśli chodzi o moralność to absolutnie nie można jej oceniać z naszej pozycji. Była po prostu zupełnie inna. Jeżeli ktoś potrafił zachować pozory i dyskrecję, mógł w swojej sypialni robić, co chciał. Wybaczano romanse, nie wybaczano odstępstw od savoir-vivre'u. Ponieważ małżeństwa zawierano najczęściej bez uczuć, te lokowano poza nimi. To było całkiem normalne. Należało jedynie się z tym nie obnosić, a strona zdradzana udawała, ze nie zauważa. W małżeństwo Józefiny i Napoleona wkradło się uczucie, więc oboje cierpieli. O ile pani Bonaparte z czasem zrozumiała, że zbyt wiele ma do stracenia, jej mąż nigdy nie zrezygnował z przelotnych miłostek, co zresztą odbiło się na jego zdrowiu, bo wiadomo, że chorował na syfilis, prawdziwą plagę XIX wieku, stawianą na równi z gruźlicą.

Józefina była niezwykłą kobietą, silną i piękną. Rozumiała, że to, co los jej dał, może jej również odebrać. Bardzo więc dbała, aby, póki mogła, zapewnić dobrą przyszłość swoim dzieciom oraz najbliższym. Miała wady i zalety jak każdy człowiek, nie była ideałem i nigdy do tego nie aspirowała. Było w niej jednak i coś więcej, bo z ubogiej kreolskiej szlachcianki stała się cesarzową. Można ją różnie oceniać, ale na pewno nie można o niej powiedzieć: przeciętna. Fakt, że imię Józefina przywodzi na myśl właśnie ją, świadczy o tym, że to postać jedyna w swoim rodzaju.


Polecam wszystkim trylogię Sandry Gulland, jestem pewna, że nie pozostawi czytelników obojętnymi. Jest w niej wszystko, co powinno być w dobrej książce. Ciekawe tło historyczne, dramaty, spiski, nienawiść, miłość oraz fascynujące postaci. Wydawnictwo Bukowy Las zadbało o piękną szatę graficzną. W każdym tomie znajdziemy drzewa genealogiczne i chronologię najważniejszych wydarzeń, co może okazać się bardzo przydatne podczas lektury.

5 komentarzy:

  1. Ciekawił mnie zawsze Bonaparte i nawiązania do niego w polskiej literaturze. Chyba nigdy nie wygaśnie spór, czy utworzone Księstwo warte było takiej daniny polskiej krwi wylanej w całej Europie. Józefina - bujne życie miała. To były czasy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba najbardziej poruszająca jest w tej kwestii postać Rzeckiego w Lalce. Ta jego miłość do Napoleona i Orlątka! Osobiście myślę, że Napoleon Polaków lubił, jak się lubi małe rozkapryszone dziecko, ale nie traktował poważnie. Wykorzystał do swoich celów, a potem porzucił,jak panią Walewską. Najdziwniejsze, że to Polacy go tak uwielbiali, a ona jedyna chciała za nim iść na wygnanie.

      Usuń
    2. Też uwielbiam Rzeckiego, chociaż ceni Napoleona. Tak jak kocham Łysiaka, choć ten wielbi Piłsudskiego. Takie to moje pokręcone miłości. Biorę właśnie na warsztat Prusa, a za chwilę jadę na sesję zdjęciową do Nałęczowa. Miłego weekendu:)

      Usuń
  2. Uwielbiam całą trylogię o Józefinie! Dosłownie przenosi w czasie, a sama postać głównej bohaterki po prostu mnie zauroczyła.
    Co do Księstwa Warszawskiego - zgadzam się z Tobą, Polacy byli przydatni dla Napoleona, ale nie traktował nas nigdy poważnie, zostaliśmy wykorzystani. W tym kontekście postać Rzeckiego rysuje się wyjątkowo tragicznie.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...