piątek, 3 sierpnia 2012

Miłosny trójkąt


Spotkanie z „Dysonansem” Ewy Stachniak było zupełnie przypadkowe, a jednak okazało się jednym z najprzyjemniejszych spotkań ze słowem pisanym, jakie mi się ostatnio przydarzyły. Czytałam się jak wtedy, gdy byłam nastolatką, z wypiekami na twarzy, przez całą noc przy malutkiej lampce. Po przeczytaniu powieści byłam zdziwiona. Jak to się mogło stać, że nie natknęłam się na nią wcześniej?


Ewa Stachniak jest pisarką polskiego pochodzenia, urodziła się we Wrocławiu, a w roku 1981 wyjechała z Polski i mieszka obecnie w Kanadzie. W 2000 roku jej powieść „Konieczne kłamstwa” (Necessary Lies) została tam uznana za najlepszy debiut. Później powstał „Ogród Afrodyty”, zainspirowany historią życia Zofii Potockiej, teściowej Delfiny Potockiej - wielkiej miłości Zygmunta Krasińskiego i bohaterki trzeciej powieści, o której chciałabym tutaj opowiedzieć.
W „Dysonansie” bohaterów jest troje. Zygmunt Krasiński, poeta, zwany trzecim wieszczem oraz dwie najważniejsze kobiety w jego życiu, żona, Eliza z Branickich Krasińska, i ta trzecia, ukochana poety, Delfina Potocka. Autorka opowiedziała o miłości romantycznej widzianej jak gdyby „od kuchni”. Nie ma tu idealizacji, natomiast jest próba zrozumienia, jak naprawdę mógł wyglądać ten trójkąt.

Franz Winterhalter
Eliza z Branickich Krasińska z dziećmi
Epoka, w której rozgrywa się akcja powieści, zobowiązuje, więc oczywiście była niespełniona, romantyczna miłość, co absolutnie nie przeszkodziło poecie w poślubieniu Elizy dla jej majątku i pozycji społecznej.
Ewa Stachniak zaczyna swoją opowieść w momencie, kiedy Zygmunt spotyka Delfinę. Obserwujemy wybuch wielkiej miłości i namiętności, prawdziwe romantyczne szaleństwo, uwieńczone... ślubem z Elizą. Jesteśmy wciągnięci w głąb duszy bohaterów, poznajemy ich lęki i pragnienia. Nic nie jest jednoznaczne, oczywiste, łatwe do ocenienia.
Znałam historię miłości Krasińskiego do Delfiny z lektury jego listów do niej i przyznam szczerze, nie przepadałam za nią. Wydawała mi się mało sympatyczna i nie przekonywało mnie to, że była ulubioną uczennicą Szopena, że uważano ją za jedną z najpiękniejszych kobiet epoki, że pięknie śpiewała i uwielbiali ją mężczyźni. Dla mnie była przyczyną nieszczęścia Elizy, porzuconej, odtrąconej, a jednak z godnością wypełniającej swą rolę żony i matki. „Dysonans” przywrócił równowagę w tym trójkącie. Dowiedziałam się o nieudanym małżeństwie Delfiny z Mieczysławem Potockim, despotą uciekającym się do przemocy, o śmierci ukochanej malutkiej córeczki, o trwającym całe lata rozwodzie i wcale nie takim cudownym romansie z Krasińskim. Musiała patrzeć na Elizę, której była ciotką, rodzącą kolejne dzieci, mającą status żony, do której Zygmunt zawsze wracał. Eliza z kolei doskonale wiedziała o wielkiej miłości męża, jeszcze zanim zdecydowała się na małżeństwo z nim. Miała może nadzieję na odmianę jego serca, ale tak się nie stało. Próbowała znaleźć dla siebie miejsce w tej sytuacji, zrozumieć, a z czasem ją ignorować. Nie udało się. Wystarczyła jedna wspólnie spędzona zima - pomysł Zygmunta, aby spróbowała porozumieć się z Delfiną i stała się jej przyjaciółką. Widok ukochanego mężczyzny zapatrzonego w inną kobietę był nie do zniesienia. Rzeczywistość w końcu okazała się niemożliwa do zaakceptowania. Nie można było udawać, że nic się nie stało i nadal przymykać oczy na zdradę. Eliza znalazła swój sposób na życie, zajęła się wychowaniem dzieci i zarządzaniem majątkiem. A kiedy Krasiński zmarł, została żoną jego kuzyna i było to małżeństwo szczęśliwe. Bardzo wymowny jest fakt, że kazała się pochować obok drugiego męża. W ten sposób ostatecznie zerwała wszystkie więzy łączące ją z Zygmuntem.

Moritz Michael Daffinger
Delfina z Komarów Potocka
Takie są fakty, a wokół nich Ewa Stachniak snuje swoją fascynującą opowieść o emocjach bohaterów. Co mogli czuć i myśleć? Jacy byli, jako ludzie z krwi i kości? Kim naprawdę byli? Zwłaszcza te wspaniałe kobiety, kochające jednego mężczyznę. Obie były na swój sposób wyjątkowe i godne jego miłości. Miałam wrażenie, że dopełniały się idealnie, zapewniając poecie wszystko, czego potrzebował. Delfina była muzą, kochanką i niespełnioną miłością, a Eliza dbała o to, by miał przytulny dom, czystą bieliznę i dobre jedzenie oraz dziedziców nazwiska i majątku. A że przy okazji cierpiały? No cóż, w końcu obiekt ich uczuć był wielkim romantykiem, godnym przedstawicielem swego pokolenia.
Ary Scheffer
Zygmunt Krasiński
Jestem zauroczona twórczością Ewy Stachniak. Używa pięknego, wystylizowanego języka, który jest bardzo obrazowy, a jednocześnie łatwy w odbiorze dla każdego czytelnika. Podkreślić należy również jej wprost niezwykłą dbałość o szczegóły czysto historyczne, a także te dotyczące ówczesnej mody, zachowań, zwyczajów. Dowiedziałam się nawet, jakiej marki papierosy paliła Delfina Potocka.
Moim zdaniem „Dysonans” jest powieścią najwyższej klasy. Wywarł na mnie tak wielkie wrażenie, że natychmiast sięgnęłam po „Ogród Afrodyty”. Utwierdziłam się jedynie w mojej bardzo pozytywnej opinii. Autorka ma prawdziwy dar do pisania o niezwykłych kobietach i czuje się od razu jej wielkie zaangażowanie w pracę nad książką. Niedługo ukaże się jej kolejna powieść, tym razem o Katarzynie Wielkiej. Wyczekuję jej niecierpliwie.
Warto sięgnąć po „Dysonans”, aby przenieść się w świat wielkich namiętności i romantycznej miłości, ale nie cukierkowo-lukrowany, tylko po prostu prawdziwy.

6 komentarzy:

  1. Mam tę książkę i czeka na mnie na półce:) A poza tym mieszkam 8km od Opinogóry, więc historia Zygmunta jest mi doskonale znana. Jest tam Muzeum Romantyzmu, które się rozwija w bardzo dobrym kierunku, a spacery po ogrodzie (dziś mówi się park) należą do przyjemności. Pałacyk, w którym Zygmunt mieszkał przez jakiś czas z Elizą zachwyca. Szkoda, że tak im się to życie ułożyło...

    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może zabawisz się w przewodnika na blogu i oprowadzisz nas? Słyszałam o muzeum, ale za daleko na weekendowy wyjazd:)

      Usuń
    2. Postaram się:) Jak zrobię świeże zdjęcia przy najbliższej okazji:)

      Usuń
  2. W końcu ktoś przeczytał! Książka bardzo dobra, ale... Ponieważ występują postacie historyczne, grzebałam w innych źródłach. Delfina nie zaskarbiła sobie w powieści mojej sympatii i chyba autorka odmalowała ją w zbyt pięknych kolorach. Drażniło mnie jej dwulicowe postępowanie - przepuściła przez alkowę pół Europy, a w sypialni ołtarzyk i modlitwy. Ta jej dewocja była wyśmiewana w arystokratycznych kręgach. Całe moje serce było przy Elizie, bo i Krasiński okazał się mdłym, manipulowalnym facetem. Polecam do czytania i dyskutowania:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam takie same odczucia po wcześniejszych lekturach na temat Krasińskiego, zwłaszcza listów, ale właśnie ta książka trochę mi pomogła zrozumieć Delfinę. Ewa Stachniak lubi brać w obronę postaci kontrowersyjne. tak samo jest z Zofią Potocką w "Ogrodzie Afrodyty" i zapewne tak będzie w nowej powieści, którą wkrótce wyda Znak o Pałac Zimowy o Katarzynie. Też jestem po stronie Elizy, ale życie nauczyło mnie już, że nic nie jest czarne lub białe. Czy Krasiński był mdły? Raczej normalny facet swojej epoki. Małżeństwa to były kontrakty, a nie miłość. Wielkie rody aranżowały je w trosce o dobro nazwiska i majątku. A uczucia gdzieś trzeba było ulokować. Nie bronię, ale też im więcej siedzę w XIX wieku, tym ostrożniej oceniam. Nie da się tego zmierzyć naszą miarką. Mentalność była zupełnie inna. Arystokracja uważała miłość za opium dla ludu.
      Jeśli chodzi o przepuszczanie przez łóżko, nie było to rzadkością w tamtych czasach. Polecam książki Renaty Czarneckiej "Pożegnanie z ojczyzną" i "Pod sztandarem miłości" o polskiej arystokracji (zwłaszcza Radziwiłłach i Czartoryskich). Włos się na głowie jeży, co się działo pod przykrywką małżeństwa. I świetne, ostatnio wznowione, "Portrety pań wytwornych" Stanisława Wasylewskiego.

      Usuń
    2. Ja jednak trwam w widzeniu życia w dwóch kolorach. Ideał, ale starać się trzeba. Właśnie miałam odczucia, że autorka chce wystawić laurkę Delfinie i rodom, które zasłużyły się ojczyźnie - ale nie naszej. Ich beztroski żywot, często europejski, wstyd w używaniu polskiego języka, interesowanie się Polską tylko w momencie, gdy chodzi o dochód z majątków... Co będę pisać, jak czytałaś. Dla mnie wszyscy poza Elizą byli antypatyczni. Czy ich postępowanie było rzeczywistym obrazem epoki? Jednak gdzieś kultywowano piękne tradycje, a majątkami tych, którzy trafili na Sybir, obdarowywane były wspomniane rody. Książka jest jednym wielkim usprawiedliwieniem tych elit. Oby nikt historii się z niej nie uczył.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...