środa, 10 października 2012

Oskarżona: Wiera Gran

Wierzę w rzetelność Agaty Tuszyńskiej i w to, że wykazała się nią w opowieści o Wierze Gran. Cień, jaki podobno rzuciła jej książka na Władysława Szpilmana, nie wstrząsnął moim światem i nie sprawił, że spojrzałam na niego inaczej. Nie znalazłam oskarżeń, a jedynie pytania i wątpliwości, które są rzeczą konieczną, kiedy chce się dojść do prawdy. Jako że żaden ze mnie historyk, a już na pewno nie pretenduję i nigdy nie pretendowałam do wydawania wyroków, kierując się zawsze zasadą, że "na tyle się znamy, na ile nas sprawdzono", patrzę na losy tych dwojga ludzi z dystansem czasu, miejsca i okoliczności, w jakich mnie przyszło żyć, a im żyć nie było dane. Czas pokoju i sytości, czas bezpiecznego domu i bezpiecznej rodziny nie upoważnia mnie do sądzenia. To pozostawiam ekspertom.



Oskarżona: Wiera Gran jest książką wstrząsającą, kolejną ukazującą, jak bezradny jest człowiek w obliczu wielkiej historii, która wciąga go i przemiela, by w końcu pozostawić takiego połamanego na pastwę losu. Dobrze, że Tuszyńska pochyliła się nad historią Wiery. W tym samym czasie, gdy czytałam książkę, obejrzałam izraelski film (tytułu niestety już nie pamiętam) o tym, jak traktowano tych, którym udało się przeżyć Holocaust. Wszyscy byli podejrzani, bo niby jak inaczej uratowali swoje życie, jeśli nie dopuścili się zdrady? Potem obejrzałam film Marii Zmarz-Koczanowicz Wiera Gran relacjonujący, jak powstawała książka o Wierze i wzbudził on we mnie jeszcze więcej wątpliwości niż książka. 

Punktem wyjścia do zajęcia się przez Tuszyńską życiorysem Wiery Gran nie była jednak jej twórczość, tylko posądzenie o kolaborację z Niemcami w trakcie II wojny światowej. Jako artystka regularnie występująca w zarządzanej przez hitlerowców na obszarze warszawskiego getta kawiarni, Gran miała wśród ludności żydowskiej "złą prasę". Mimo że po zakończeniu wojny Centralny Komitet Żydów Polskich oczyścił ją z zarzutów, nie znajdując dowodów na współpracę Gran z Niemcami, artystka do czasu śmierci w 2007 roku zmagała się z etykietką kolaborantki.*


Ludzie, którzy o niej mówili w filmie, przyznawali, że zrobiono jej wielką krzywdę, ale jakoś tak uciekali wzrokiem w bok, prosili o pozostawienie tej sprawy w spokoju. Widać było, że coś jest na rzeczy, że dziś myślą inaczej, niż wtedy, gdy byli przeciw niej. Ona sama całe życie walczyła o swoje dobre imię, walczyła aż do obłędu, walczyła rozpaczliwie i bez skutku. Nie wiem, jak było z jednej prostej przyczyny, nie było mnie tam. Dopiero z książki Tuszyńskiej dowiedziałam się czegoś więcej o tej tragicznej postaci. Wcześniej coś mi się "obiło o uszy".




Dobrze, że takie książki jeszcze powstają, dobrze, że Agata Tuszyńska zdążyła zapisać to, co miała do powiedzenia Wiera Gran. Szukała wszystkich, którzy byli jakoś w sprawę zamieszani, Miała do tego prawo, które było jej przez wiele lat odbierane, nawet jej książka Sztafeta oszczerców nie przebiła się przez mur ostracyzmu.  Wydana w Paryżu, nigdy nie dotarła do zwykłego czytelnika w Polsce, dostęp do niej mają jedynie ci, którym uda się ja zdobyć w czeluściach Biblioteki Narodowej.


Nie spała, nie jadła, paliła papierosy… pisała. Wspomnienia opublikowała w 1980 roku, za własne pieniądze, by kolejne lata poświęcić ich propagowaniu. Nie wystarczyło, że istnieją, powinny być czytane. I dyskutowane. Widoczne. Nie ustawała w walce, konieczności przekonania świata o swojej niewinności.
A później wiele serca okazywała redaktorce londyńskich „Wiadomości”, Stefanii Kossowskiej, która oddała całą stronę pisma na recenzję Sztafety oszczerców.

Edmund Neustein, właściciel telawiwskiej księgarni, odmówił sprzedawania u siebie jej książki. Wiera twierdzi, że napisał do niej pełen wściekłości list, w którym zabronił wymieniania swego nazwiska w kontekście tej publikacji.(…)**

Jedyny wniosek, jaki mi się nasunął to , że nic nie jest czarno-białe na tym świecie, mimo że tak byłoby dużo łatwiej. Powsadzać ludzi w odpowiednie szufladki i zapomnieć. Ten cacy, ten be i żyje się dalej. A tak się nie da niestety. Wolałabym, żeby się dało... Dyskomfort, który pozostawiła książka Tuszyńskiej nie opuszcza mnie do dziś. Jak łatwo jest zniszczyć czyjeś życie! Nie wiem, jak było naprawdę, jest świadectwo Wiery i są relacje świadczące przeciw niej. O dziwo tylko ona nigdy nie zmieniła swojej wersji wydarzeń. 







Vera (Wiera) Gran - Maria Dolores


Varsovie

* Tomasz Bielenia, Łzy Wiery Gran
**Agata Tuszyńska, Oskarżona: Wiera Gran

9 komentarzy:

  1. Nie czytałam książki, ale po twojej i Holly recenzji pomyślałam, że przeczytam. Muszę sama wyrobić sobie zdanie, oczywiście, że nikt z nas nie dojdzie do prawdy, przysypał ją kurz historii, ale zasieje wątpliwości, zrodzi pytania. Tu przypomina mi się dyskusja z książkowcem, na ile można wierzyć historii, którą przecież piszą zwycięzcy, pokonani nie mają prawa głosu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytać trzeba i przynajmniej starać się dążyć do prawdy, być jak najbliżej. To nie jest wygodna lektura, bo człowiek, chcąc czy nie, angażuje się w historię i na swój sposób przeżywa ją z bohaterką. Mnie bardzo poruszyła i do tej pory często o niej myślę.

      Usuń
    2. No właśnie tej niewygody się obawiałam. Oglądałam Pianistę, film zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie, a tu wątpliwości...

      Usuń
  2. Książkę Tuszyńskiej czytałam, uczucia mam mieszane. Bardziej podobały mi się wywiady, jakie zrobił z Wierą Gran na początku lat 90. dziennikarz radiowy Jerzy Płaczkiewicz, który odwiedzał ją w Paryżu. Bez problemu go wpuściła do mieszkania, nawet ciasteczkami częstowała. Te wywiady są dostępne w kilku odcinkach na YT, pan Płaczkiewicz występuje tam jako "jurek45pink", łatwo znaleźć. A poza tym, dzięki przeszukiwaniu YT zakochałam się w piosenkach Wiery Gran. Moja ulubiona to tango "Fernando".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tuszyńskiej było o tyle trudniej, że Gran była już w stanie zaawansowanej paranoi, komunikacja była więc utrudniona. O panu Płaczkiewiczu słyszałam, to on właśnie był konsultantem przy filmie, o którym wspominam, dokumentującym poszukiwania Agaty Tuszyńskiej.

      Usuń
  3. Czytałam ją już ponad rok temu, ale zrobiła na mnie poruszające wrażenie. Też nie chciałam i próbowałam nie ferować wyroków, aczkolwiek pod wpływem tej właśnie książki kupiłam "Pianistę" (niby miałam w planach wcześniej, ale gdyby nie Wiera Gran, chyba bym się jeszcze wstrzymała) bo chciałam mieć możliwość wywnioskowania 'prawdy' której prawdziwości nigdy już nie będziemy pewni. W ogóle bardzo lubię biografie pisane przez Tuszyńską. Ostatnio czytałam "Singera" i też byłam pod wrażeniem:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Moje pokolenie znało historię Szpilmana z filmu "Miasto nieujarzmione", który powstał na podstawie jego wspomnień, był jednak zrealizowany pod kontrolą cenzury i na pewno nie ukazywał w pełni prawdziwie tej historii, tak jak zrobił to Polański w Pianiście. Dobrze jest znać oba te spojrzenia na historię, to czyni nas ostrożniejszymi w ferowaniu wyroków. A pisanie Tuszyńskiej też lubię bardzo, czekam niecierpliwie na jej książkę o narzeczonej Brunona Schulza.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie odzywam sie tutaj czesto, ale czytam wszystko. Bardzo lubie Twoje pisanie, bo zawsze moge sie u Ciebie dowiedziec czegos ciekawego,nie tylko o ksiazkach. Wywiad o ktorym pisze Alicja juz sobie znalazlam. Nie znalam tej postaci a co za tym idzie tej histori. A postac samego Szpilmana poznalam z filmu "Pianista".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo miłe, że do mnie zaglądasz:) Pisz, kiedy ci przyjdzie ochota, a jak chcesz pomilczeć, to pomilczymy razem:)) Ja też natychmiast odnalazłam wywiad polecony przez Alicję. Za to właśnie lubię najbardziej mojego bloga, że spotykam tu ludzi, którzy mnie czegoś uczą, a ja sama cieszę się bardzo, jeśli mogę im coś przekazać od siebie. Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...