czwartek, 15 listopada 2012

Nie ma jak palcem po mapie

Jestem duchowo rozdarta, jak ta brzoza piorunem! Książkę potworki dostały w prezencie. Mapy Aleksandry i Daniela Mizielińskich. Początkowo obchodziły ją z daleka, z niejakim szacunkiem ze względu na rozmiary i oszałamiającą ilość obrazków. W końcu Dzidziuś jest jeszcze nie taki duży, czterech lat nie ma, a książka ma rozmiar jak pół  Dzidziusia (no prawie).  Ale przedwczoraj wieczorem nastąpiło zapoznanie i zakończyło się od godzinie 23.00, tylko dlatego że błagaliśmy o litość. Stąd to moje rozdarcie, bo teraz ciągle tylko Mapy, Mapy, Mapy! Nie da się ich oderwać. Nagle okazało się, że format jest idealny i doskonale pasuje do położenia na kolanach. W dodatku obaj mieszczą się przy książce i nie ma szarpania każdy w swoją stronę. Odkrycie Smoka Wawelskiego, Supermana i wieży Eiffla zostało przyjęte entuzjastycznie. Sama bym chciała, żeby tak się cieszyli na mój widok. "Mamuś, mamuś zobacz! Świstak! Tatku, tatku, wjejojib!" Trochę to męczące, nie da się ukryć :)

A potem odkryli strony z flagami i zaczęła się upierdliwa zabawa: jaki kraj - jaka flaga. Indonezja i Monako zostały nazwane starą Polską, nijak nie dali sobie wytłumaczyć, że inne kraje mogą mieć te same kolory, co my.













Książka jest genialna! Przypomniało mi się, jak w dzieciństwie sama wodziłam palcem po mapie w atlasach. Takich książek jeszcze wtedy nie było. Nie znaczy to, że nie było dobrych książek, ale tak dopieszczonych i perfekcyjnie wydanych nie było. Zaletą posiadania dwóch potworków jest odkrywanie z nimi współczesnej książki dziecięcej. Radość moja równa się radości moich dzieci. Walory edukacyjne nieocenione. W ciągu dwóch dni przeglądania Map, jedynie z przerwą na przedszkole i spanie, chłopcy przyswoili sobie mnóstwo wiadomości. I marzą o wycieczce do kraju Supermana! Co tu dużo pisać, absolutny hit i pozycja obowiązkowa w domowej biblioteczce. Zapewniam, że dorośli polubią ją równie mocno.

Cieszę się bardzo, że takie cuda powstają w Polsce. Różnie to bywa z naszą literaturą dla dorosłych, ale książek dziecięcych nie musimy się wstydzić. Dlatego puchnę z dumy, bo Mapy zostały wydane również we Francji jako Cartes i mają entuzjastyczne recenzje. Spodobała mi się opinia jednej z francuskich mam:

 "Nie ma co udawać, kupiłam tę książkę bardziej dla siebie niż dla dziecka. Wspaniała, magiczna podróż po świecie bez ruszania się z kanapy." 



8 komentarzy:

  1. widziałam recenzję tej książki w PM i zaraz wpisałam na listę, chociaż mój Dzidziuś ma dopiero 10 miesięcy, ale kto wie, co będzie później dostępne :)
    Pamiętam z dzieciństwa takie plansze, podobne do tej książki, na które wklejało się chyba flagi. Fantastyczna zabawa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę warto! Teraz będę kompletować wszystkie pozycje Mizielińskich, są też książki o literach i liczbach, podobno równie dobre. Czekając aż twój Dzidziuś podrośnie, sama będziesz miała niezłą zabawę z tą książką.

      Usuń
    2. nie mam takich małych dzieci, ale o wnukach już muszę myśleć, więc zapisałam skrzętnie.

      Usuń
  2. Rewelacja! Pamiętam z dzieciństwa, że miałam dość topornie wykonane (jak niemal wszystko wtedy), drewniane puzzle - kontynenty, kraje świata i województwa :P Dzięki temu do dziś pamiętam nazwę stolicy Angoli :D
    Moją córkę niestety taka przyjemność ominęła, jakoś "za jej czasów" nie natrafiłam na tak fantastyczną książkę edukacyjną:/
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wygląda naprawdę rewelacyjnie. Mój smyk ma już całe 19 miesięcy i bardzo lubi różne książki, ostatnio magluje Pawlikowską na Tasmanii (spodobał mu się diabeł tasmański ;). Święta tuż tuż, więc chyba będę musiała się rozejrzeć za tą pozycją. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W rzeczywistości jeszcze ładniejsza jest :)

      Usuń
  4. Planujemy zakup tej rewelacyjnej książki dla Młodego. Aczkolwiek widząc roziskrzony wzrok mego męża, gdy mówi o potrzebie zakupu tego wydawnictwa, mam pewne podejrzenia, że to właśnie on chce być pierwszym czytelnikiem.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie było dokładnie to samo. Najpierw zachwycił sie mój mąż :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...