piątek, 9 listopada 2012

Nikt nie ocalił Santiago Nasara

Tylko maestro może napisać książkę, w której od początku wszystko wiadomo, a jednak czyta się z napięciem do ostatniego zdania. Marquez i Kronika zapowiedzianej śmierci. Wirtuozeria wielkiego pisarza polega na lapidarności stylu powiązanej z mocą przekazu. Niewiele potrzeba, aby zbudował poruszającą historię. Jest precyzyjny, zwięzły, a jednocześnie opowiada obrazami, jak nikt inny. Mój mistrz. Niech inni piszą i tak nikt nie pisze lepiej niż on. Jeszcze się drugi Marquez nie urodził, choć Llosa mu depcze po piętach oczywiście. Geniusz GGM mieści się na niewielu stronicach, podobnie jak w  Nie ma kto pisać do pułkownika czy Opowieści rozbitka. Nie przestaje mnie zachwycać, że można napisać tak oszczędnie, przekazując jednocześnie tyle emocji. Jak  w Kronice...



Panna młoda Angela Vicario zostaje odesłana przez świeżo poślubionego męża, Bayardo San Romána, do domu rodziców już w noc poślubną. Nie była dziewicą niestety. Bracia zhańbionej chcą wiedzieć, kto ją pozbawił czci, by go zabić, jak nakazuje poczucie honoru. Angela podaje nazwisko mężczyzny. 


Angela i Bayardo*

Nie było nigdy śmierci bardziej zapowiedzianej

Santiago Nasar zostanie zabity, wiemy o tym od pierwszego zdania. Wiemy my i wiedzą wszyscy w miasteczku. Albo prawie wszyscy. Nie wiedzą właśnie ci, którzy mogliby zareagować, aby nie doszło do tragedii. Reszta, jak to w małym miasteczku, szepcze po kątach i czeka: a) bo w duszy życzy mu źle, b) bo ma to w nosie, c) bo może ktoś inny zareaguje. I choć przyszli mordercy rozgłaszają wszem i wobec, że zabiją, chociaż ociągają się z ostatecznym krokiem, czekając, aby ktoś ich powstrzymał, nadal nikt nie reaguje. 



Santiago  Nasar*


Fatum czyni nas niewidzialnymi

W powietrzu wyczuwa się napięcie, wstrzymane są oddechy, zbliża się nieuniknione. Santiago musi umrzeć, ponieważ  wskazała go Angela, ścigają go bracia Vicario i dlatego, że tak zdecydowali mieszkańcy miasteczka swą bierną postawą wobec zapowiedzianej śmierci.  Nikt nie próbuje ostrzec Santiago. Dotknięty przeznaczeniem staje się martwy za życia. Ludzie myślą o nim tak, jakby już nie żył. Nikt też nie próbuje się dowiedzieć, czy Angela mówiła prawdę. To nieistotne. Przeznaczenie musi się wypełnić. 

Narrator, związany emocjonalnie z mieszkańcami, jest również przyjacielem Santiago. Próbuje odtworzyć przebieg zdarzeń, zebrać relacje uczestników i zrozumieć, co tak naprawdę się stało. Łączy w jedną całość poszczególne głosy, by znaleźć przyczyny tej tragedii, bo Kronika zapowiedzianej śmierci to współczesna wersja tragedii antycznej, z fatum jako powodem i usprawiedliwieniem wszystkiego, co się dzieje. I tak się stanie to, co ma się stać, więc po co z tym walczyć?

Mała mieścina, pozornie zwykli ludzie, a potencjał morderczy całkiem pokaźny. Mam jeszcze w głębi duszy, mimo całej wiedzy, którą podaje mi autor w pierwszym zdaniu, nadzieję, że  Santiago nie umrze. Zabójcy się rozmyślą, dziewczę powie, kto naprawdę był jej kochankiem albo Bayardo San Román, oszukany małżonek. jednak załagodzi sprawę, bo przecież kocha Angelę. Może w ostatniej chwili otworzą się jakieś drzwi, a za nimi znajdzie się ocalenie. Potem czytam, licząc na to, że coś uczyni tę śmierć mniej bezsensowną. Będzie jakieś usprawiedliwienie dla  mieszkańców, może Santiago okaże się złym człowiekiem...




Czytam do ostatniego zdania w napięciu, jak każdą książkę GGM. Jest w niej smutek jakiś, ale i tak charakterystyczne poczucie humoru, nieco wisielczego w tym wypadku. I nie ma w niej złudzeń, co do ludzkiej natury. Na koniec nie rzucą się sobie w ramiona na znak pojednania, nie staną się lepsi, chociaż... Pojawia się przecież zdanie Miłości też można się nauczyć

Jest i film, dobra obsada, ale do książki mu bardzo daleko. Chociaż młody Anthony Delon kontra Ruppert Everett - warto obejrzeć. 



7 komentarzy:

  1. "Kronika zapowiedzianej śmierci" to jedna z najlepszych książek lit. Południowej Ameryki, w ogóle, a nie tylko Marqueza. Tam nie ma grama tłuszczu, same mięśnie, tzn. sama oszczędna opowieść. Zero przegadania, a jakie napięcie! Film też świetny, i ten piękny syn Delona, aż go było żal...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę się tylko zgodzić :))

      Usuń
    2. Chociaż to proza, to jednak mnie się ta powieść Marqueza zawsze jakoś kojarzyła z wierszami Federico Garcii Lorki ze zbioru "Romancero cygańskie", tu i tam jest podobny klimat miłości i smierci, melodia i rytm flamenco...
      A Llosa nie dorównuje Marguezowi. Niestety, Marquez podobno jest tak chory, że już nic więcej chyba nie napisze:(

      Usuń
    3. Marquez jest dla mnie najważniejszym pisarzem, który wywarł jak do tej pory największe wrażenie. Mogę czytać bez końca, zwłaszcza, że robię to w trzech językach, po polsku, po francusku i po hiszpańsku. Właśnie dla niego nauczyłam się tego ostatniego języka, żeby móc czuć tekst w oryginale. Chciałabym, żeby żył i pisał wiecznie, zwłaszcza, że nie zasypuje nas dziesiątkami książek i tysiącami stron. Wczoraj tak popatrzyłam na te jego "chudziny". Jest tego naprawdę mało objętościowo, a taka moc!

      Usuń
    4. No, to ja podobnie! Też zaczęłam się uczyć hiszpańskiego ze względu na prozę Południowych Amerykanów. Nie tylko dla Marqueza, ale w ogóle. Słynna seria książek z lat 70. chyba mnie uwiodła:)
      Poza tym, to bardzo piękny język. Niestety, tak się złożyło, że uczyłam się tylko parę miesięcy, a potem nie dawałam rady dojeżdżać na kurs. Ale teraz, jak czytam, to troszeczkę rozumiem, może dzięki temu, że na studiach miałam 2 lata łacinę.
      Z tym, że nie wychodzę poza hiszpańskojęzyczną Wikipedię:)
      A z Marqueza najbardziej lubię klasyczne "100 lat samotności", które w liceum czytałam w nieskończoność. Na zmianę z Cortazarem (potem wróciłam do Cortazara i stwierdziłam, że mi fascynacja przeszła).

      Usuń
  2. Jezusie, kolejna rzecz, która mnie równie zachwyca. To jest jedna z moich najulubieńszych książek ever. Film mnie też zachwycił. Do tej pory pamiętam, w jakich okolicznościach go oglądałam. Alicja ma rację, tam są same mięśnie. Ja to nazywam, że nie ma massy tabulette, jest tylko to, co potrzeba, żeby zadziałało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę się tylko zgodzić po raz wtóry:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...