środa, 12 grudnia 2012

Życie, którego nie było

Tak się ostatnio składa, że czytam dużo o niezwykłych kobietach. Znowu trafiłam na tego typu lekturę, choć nie był to celowy wybór. Spać nie mogę, sięgam po coś, co mnie przed snem wyciszy, a tu znowu pół nocy zarwane i ciekawość rozbudzona. Ale warto było, bo kolejny raz opowiedziano  mi ciekawą historię.

Gabrielle Émilie Le Tonnelier de Breteuil, markiza du Châtelet (1706-1749) to jedna z najwybitniejszych kobiet osiemnastego wieku. Była matematyczką i fizyczką, przetłumaczyła na francuski słynne dzieło Newtona Principia Mathematica i przez dwanaście lat romansowała z Wolterem, który wspierał ją i zachęcał do rozwijania zdolności. W wieku 43 lat zakochała się bez pamięci w przystojnym poecie, markizie de Saint-Lambert. Ich miłość nie trwała długo. Gdy Emilie zaszła w ciążę, amant ulotnił się, a ona zmarła nagle kilka dni po porodzie. Jej córeczka Stanislas-Adélaïde du Châtelet odeszła z tego świata przed ukończeniem drugiego roku życia.



Córka markizy to próba wyobrażenia sobie, kim mogłaby być ta dziewczynka zrodzona z wielkiej, acz krótkiej, namiętności matki - uczonej i ojca - poety. Przyznam, że pomysł wydał mi się nieco dziwaczny, zaczęłam nawet kręcić nosem, ale francuskie klimaty zbytnio mnie przyciągają, żeby, ot tak, odpuścić lub, co gorsza, osądzić książkę bez czytania. Dodatkowo sama cierpię na podobną do autorki przypadłość i czasem zastanawiam się, co by było, gdyby... Właściwie to mam też inną wadę, pozwalam pisarzom wciągać się w ich najdziwniejsze pomysły, jeśli tylko odrobinę mnie zainteresują. Książki, które są dla mnie punktem wyjścia do dalszych poszukiwań, z marszu mają u mnie łatwiej. Najgorsze są lektury, po których nic w człowieku nie zostaje ani emocje, ani wiedza, ani ciekawość. Córka markizy na szczęście do takich nie należy.

Laurel Corona stworzyła na kartach swojej powieści życie, którego nigdy nie było, bo w rzeczywistości zgasło, nim się naprawdę zaczęło.
Po śmierci Emilie, jej córeczka, nazywana Lili, jest wychowywana przez dwie kobiety. Surową baronową Lomont, a potem najlepszą przyjaciółkę matki, Julie de Bercy. Julie traktuje małą Lili jak własne dziecko, a jej córka Delphine - jak rodzoną siostrę. Obie opiekunki, choć mają skrajne odmienne poglądy na wychowanie dzieci, zgadzają się w jednym. Nie należy zbyt szybko obciążać dziewczynki wiedzą o tym, kim była jej matka i jakie prowadziła życie. Lili od najmłodszych lat dąży do wiedzy i wykazuje się nieprzeciętną inteligencją. Dzięki madame de Bercy, która zaprasza do swojego domu najświetniejsze umysły epoki, dziewczynka spotyka Diderota i Rousseau. Powoli odkrywa też prawdę o matce. 


Emilie (ten portret pojawia się w książce)

Obok opowieści o Lili, Corona powraca do Emilie. Poznajemy tę niezwykle utalentowaną kobietę i rolę jaką odegrała w życiu wielkiego Woltera. On sam spychał kochankę i przyjaciółkę w cień, aby nie zagroziła jego pozycji, ale markiza du Châtelet była równie światłym umysłem, a momentami przewyższała mistrza. Przez lata wraz z mężem Emilie tworzyli skandaliczny ménage à trois, mieszkając pod jednym dachem w Cirey.

Nasza Księgarnia ma duży dryg do okładek. Są doskonale dobrane i stanowią niewątpliwy atut, przyciągając natychmiast wzrok. Już słyszę, że nie ważna otoczka, ważne wnętrze, ale sorry, żyję już na tyle długo, że swoje wiem. Dopóki nie ma przerostu formy nad treścią, zawsze będę chwalić książki estetyczne. Trzeba też przyznać, że większość wydawanych pozycji to dobra literatura popularna, oparta o ciekawe i niebanalne historie, w których wątek romansowy nie jest najważniejszy i przerysowany.

W tym wypadku jednak okładka, choć urocza, nie oddaje w pełni tego, co znajdujemy w książce. Mamy tu bowiem do czynienia z pewnym wyzwaniem intelektualnym. W powieści pojawiają się wielcy osiemnastowieczni filozofowie, ich dzieła, poglądy. Jest dyskusja o roli kobiety w społeczeństwie, o wychowaniu dzieci, o wolności. Czujemy ducha oświecenia, dostrzegamy zapowiedź rewolucji, która wkrótce wywróci Francję do góry nogami. Nie ma tu żadnych przypisów tłumaczących łopatologicznie rzeczy, które powinny być oczywiste. Przypomniały mi się czasy mojej młodości, gdy w książkach nie było przypisów do oczywistych oczywistości, a gdy się czegoś nie wiedziało, szukało się w encyklopedii. Dlatego, jeśli się nie ma pojęcia o tym, kim był Diderot, Rousseau czy Wolter, jakie poglądy głosili, w jakiej epoce żyli, lepiej w ogóle się za książkę nie zabierać. Za dużo w niej nawiązań do filozofii i nauki. Jeżeli liczy się jedynie na lekturę łatwą i przyjemną, to można się przeliczyć w tym wypadku. Nie jest to jednak traktat filozoficzny, więc pojawiają się wątki miłosne, niezwykłe przyjaźnie, konflikty rodzinne, animozje, a wszystko to na barwnym tle historycznym z dworem wersalskim na czele. Poruszyło mnie bardzo poszukiwanie przez Lili prawdy o swoim pochodzeniu, które pozwoliło jej zrozumieć, w jaki sposób chce naprawdę żyć.

Postać Emilie du Châtelet niesamowicie mnie zainteresowała, już znalazłam kilka książek na jej temat oraz zbiór jej listów, zapowiada się ciekawa lektura, zwłaszcza korespondencja musi być ciekawa. W jednym z listów Emilie wspomina, że caryca zaprosiła ją do Rosji, aby spisała historię Piotra I.

Sympatycznym akcentem jest postać królowej Marii Leszczyńskiej, opisanej jako miła, dobra, życzliwa osoba. 

To druga powieść tej autorki, którą miałam okazję przeczytać. Pierwszą była Wenecja Vivaldiego, która też pozostawiła po sobie dobre wrażenie, więc kiedyś i o niej napiszę.
  

Emilie 

Emilie przedstawiona jako muza Woltera


Voltaire vel Wolter

markiz de Saint- Lambert


 Zamek w Cirey w czasach Emilie

  Zamek dzisiaj

Pokój Emilie

11 komentarzy:

  1. Jejku Marta!!! Zakazuję sobie zaglądać na Twój blog:)))! ... teraz muszę zająć się czymś wyczerpującym żeby zapomnieć o tej książce:)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówiłam, że wszystko przez moni, gdyby nie ona, to bym tu nie zajrzała;) No dobra, zamawiam następną, idą Święta, włożę je sobie pod choinkę i będę udawała przed wszystkimi, łącznie z samą sobą, że ktoś mi je kupił;) Duch Oświecenia mnie natchnął;) Marta - jeśli masz w zanadrzu jeszcze jakieś książki osadzone w osiemnastowiecznej Francji, to się podziel, proszę, może dorzucę pod tą choinkę coś jeszcze;)

      Usuń
    2. Oj, to by niezła lista wyszła. Zrobię taką w osobnej zakładce, ale może za jakiś czas :) Polecam również trylogię o Józefinie Sandry Gulland. Już o niej pisałam.

      Usuń
    3. Dzięki:) Na razie przejrzałam cały Twój blog i oczywiście mam już listę i tak:) Trylogię o Józefinie też wynotowałam, teraz muszę zdecydować, co zamówić i kiedy:)

      Usuń
  2. Uwielbiam czytać o niezwykłych kobietach, nigdy nie zaprzepaszczam okazji, by dorwać taką lekturę! Na Emilie jeszcze nie trafiłam, ale widzę, że mam co nadrabiać! Dzięki za info:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś tam o niej wiedziałam, ale lubię powieści oddające głos kobietom pozostającym w cieniu.

      Usuń
  3. Słyszałam o markizie du Chatelet i jej związku z Wolterem, ale przyznam, że nie znałam historii jej miłości do poety i późnego macierzyństwa. To rzeczywiście był wybitny umysł i tak mi się kołacze, że w oczach współczesnych Wolter nie uchodził wcale za wybitnego mysliciela, a jego partnerka była ceniona właśnie za przymioty umysłu.
    Książki kompletnie nie znałam, a więc muszę się chyba za nią rozejrzeć po tak smakowitej zachęcie z Twojej strony. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc też nie wiedziałam, że taka książka wyszła, dobrzy ludzie mi donoszą, kiedy pojawiają się w Polsce książki z Francją w tle. Gdyby nie oni, pewnie bym przegapiła.

      Usuń
  4. Najgorsze są lektury, po których nic w człowieku nie zostaje ani emocje, ani wiedza, ani ciekawość. - dokładnie tak. Właśnie skończyłam lekturę Kraszewskiego Dwóch królowych, która zainspirowała mnie do sięgnięcia po kolejne pozycje. Z jednej strony to przerażające uczucie, jak się z jednej książki robi wycieczkę do kolejnej i kolejnej i jeszcze dalszych, a z drugiej szalenie inspirujące.. Ja również zaczynam się bać zaglądając na twój blog, bo książki z Francją w tle są i moją ulubiona lekturą, choć mój dorobek czytelniczy jest znacznie uboższy. A tu, co zajrzę, to znowu bym chciała czytać kolejną i kolejną książkę. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie jest za to miło, że tu zaglądasz :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...