poniedziałek, 18 lutego 2013

Maria Antonina, trochę prawdy, trochę bajki

Marię Antoninę skrzywdzono dwukrotnie. Pierwszy raz, kiedy obcięto jej głowę na szafocie. Było w tej śmierci coś barbarzyńskiego, nieprzystającego do kraju i narodu, który w Europie zdążył już zyskać sławę postępowego i światłego. Cóż, kultura kulturą, a instynkty swoją drogą idą. Gilotynowanie jak leci wszystkich, którzy podpadli za sam fakt bycia sobą, światłe na pewno nie było. To jednak temat na dyskusję, która trwała, trwa i trwać będzie jeszcze dość długo. Drugi raz nieszczęsna Maria Antonina została marnie potraktowana przez historyków. 

Jedno niefortunne zdanie o ciastkach zamiast chleba, wypowiedziane tak naprawdę sto lat wcześniej przez żonę Ludwika XIV, jakaś afera z naszyjnikiem i voilà, łatka pustej, frywolnej lalki przylgnęła do niej idealnie. W interesie młodej Republiki, niezbyt stabilnej, nie leżało na pewno dobre imię zmarłej królowej. Wiadomo, męczennicy porywają tłumy, więc są i po śmierci niebezpieczni. Czasem nawet bardziej niż za życia.


Portret arcyksiężniczki Marii Antoniny w wieku siedmiu lat, 1762, Martin van Meytens 

Maria Antonina w wieku 12 lat, portret namalowany przez Martina van Meytensa

Portret Marii Antoniny w muślinowej sukni,  1783, Louise Élisabeth Vigée Le Brun


Maria Antonina, królowa Francji, 1775, Jean-Baptiste Gautier Dagoty


Maria Antonina na przeciw tłumu w Tuileries 20 czerwca 1792,

Maria Antonina w więzieniu Temple, 1793, Aleksander Kucharski


Królowa Maria Antonina w więzieniu Conciergerie, Charles Louis Lucien Muller, 1856-57

Maria Antonina w Conciergerie, obraz olejny Anne Flore Millet, markizy de Brehan na podstawie pastelu Aleksandra Kucharskiego

W drodze na szafot

Miała 14 lat, gdy wyszła za maż za delfina Francji, przyszłego nieudolnego króla Ludwika XVI, starszego zaledwie o dwa lata. Czekano jedynie na pierwszą menstruację, aby rozpocząć przygotowania do ślubu. Wcześniej, na wyraźnie życzenie francuskiego władcy, musiała nauczyć się francuskiego, zmienić fryzurę i wyleczyć zęby. Była dzieckiem poświęconym dla dobra relacji francusko-austriackich. Maria Teresa potrzebowała, aby Ludwik XV jej sprzyjał, sojusz z Francją wzmacniał pozycję Austrii na arenie międzynarodowej i to było dla cesarzowej najważniejsze. Maria Antonina opuściła zatem rodzinę w 1770 roku. Trzeba podkreślić, że jej rodzice bardzo się kochali, miała piętnaścioro rodzeństwa, żyła dotąd w poczuciu bezpieczeństwa pod czułą, acz czujną, opieką matki. Ojciec zmarł, gdy miała 9 lat. Trafiła na francuski dwór, z całym jego wydumanym ceremoniałem, gdzie łaski rozdzielała królewska metresa madame du Barry, a relacje między członkami rodziny były bardziej niż oficjalne. Przyszły Ludwik XVI był sierotą, jego rodzice zmarli, gdy był dzieckiem. Zmarła również w 1868 roku jego babka Maria Leszczyńska, co pozwoliło jej mężowi na już zupełnie swobodne afiszowanie się z kochanką.


Trzynastoletnia Maria Antonina, 1769, Joseph Ducreux,

Ludwik XVI, Joseph-Siffred Duplessis 


Małżeństwo dwojga nastolatków mogło być udane, gdyby nie fakt, że przyszły władca cierpiał na mały defekt niepozwalający mu na spełnianie małżeńskich obowiązków. Przez 9 lat daremnie czekano na następcę tronu. Oczywiście całą winę zrzucono na delfinę. W dodatku została wciągnięta w wewnętrzne rozgrywki dworu królewskiego między kochanką króla madame du Barry a królewskimi siostrami i córkami. Kiedy nie podporządkowała się ani jednym ani drugim, przylgnęło do niej przezwisko Austriaczka, które wypowiadane było jak najgorsza obelga. Później doszły jeszcze przezwiska Madame Deficyt i Madame Veto. Niestety jej mąż, młodzieniec chorobliwie nieśmiały i niezbyt bystry, nie umiał obronić swojej żony przed atakami. Tak jak nie umiał później rządzić krajem. Na jego usprawiedliwienie, można dodać, że nikt go do tej roli nie przygotował, a zapłacić musiał za rozrzutność nie tylko swoją, ale i dziadka i pradziadka. Królewska para była słabo wykształcona i niedoświadczona  w sprawach państwowych. Zadziwiające, że ani Maria Teresa, ani Ludwik XV nie zrobili nic, by odpowiednio przygotować dwoje dzieci do funkcji, jaką mieli pełnić w przyszłości. Pozostawieni samym sobie, nie potrafili początkowo zrozumieć zawiłości wielkiej polityki, gdy zaczęli się w niej nieco orientować, było już za późno.


Maria Antonina na spacerze z dziećmi w parku w Trianon, 1785, Adolf Ulrik Wertmüller,

Maria Antonina z dziećmi, Maria Teresa (stoi), na kolanach Ludwik XVII, po prawej stoi Ludwik Józef, wskazując na pustą kołyskę. Brakuje w niej Zofii Heleny, zmarłej w niemowlęctwie, w czasie, gdy obraz był malowany. Louise Élisabeth Vigée Le Brun, 1787

Tymczasem Maria Antonina lubiła się bawić, tańczyć, chodzić do teatru. Była młodą kobietą żyjącą w bajecznych sceneriach, co miała niby robić? Nie od niej zależały losy świata, ona była jedynie kartą przetargową i, jako taka, swoje zadanie doskonale spełniła. Gdy na świat przyszły jej dzieci, okazała się dobrą, kochającą matką, pragnącą stworzyć takie relacje we własnej rodzinie, jakie pamiętała z dzieciństwa na austriackim dworze. Jej związek z Ludwikiem XVI był oparty na szacunku i przyjaźni. Oprócz jednej wielkiej miłości do szwedzkiego dyplomaty Axela Fersena, nie potwierdziły się żadne plotki o jej romansach, a i to jedyne uczucie, na które sobie pozwoliła, owiane jest tajemnicą z powodu wielkiej dyskrecji jaką zachował jej wybranek. Wiadomo, że do końca próbował uratować ją i jej bliskich przed gilotyną. Wyłożył na ten cel ogromne sumy z własnej kieszeni, krążył po całej Europie chcąc przekonać do swoich planów zwolenników monarchii francuskiej, niestety na próżno. Nikt nie chciał otwarcie przyjść z pomocą. Jak obrzydliwa potrafi być tak zwana racja stanu, świadczy fakt, że wnuczka brata Marii Antoniny, Maria Luiza została, aby zapewnić dobre relacje z Francją, żoną Napoleona Bonaparte.


 Maria Antonina prowadzona na szafot, William Hamilton, 1794

 Maria Antonina na chwilę przed wykonaniem wyroku, autor nieznany


Miała 38 lat, gdy zakończyło się jej życie. Córka austriackiej cesarzowej, żona francuskiego króla, matka następcy tronu skończyła jako wdowa Capet 16 października 1793 roku. Zanim to nastąpiło, spędziła wiele miesięcy w Conciergerie, oddzielona od dzieci. Tu dowiedziała się o śmierci męża, tu czekała na własną śmierć. Wokół jej postaci narosły legendy, koncentrujące się zwykle na młodzieńczym okresie jej życia, kiedy w Wersalu, z jego sztucznym ceremoniałem, zapragnęła po prostu korzystać z otaczającego ją bogactwa. Lubiła również bale w Operze królewskiej, gdzie pojawiała się incognito; na jednym z nich poznała swoją wielką miłość. Jednocześnie  bardzo pokochała Petit Trianon, ponieważ tylko tam czuła się naprawdę u siebie, w oddaleniu od wersalskiego przepychu. 

Tajemny dziennik Marii Antoniny Carolly Erickson wpisuje się w nurt rehabilitujący postać królowej. Jest jednak lekturą nieco zbyt powierzchowną na mój gust, opartą na prostych schematach, raczej do potraktowania jako romans historyczny niż źródło wiedzy. Można znaleźć dużo bardziej rzetelnych lektur. Jeśli jednak szuka się czegoś niezbyt męczącego faktami historycznymi, ta książka jest idealna, bo skupia się zdecydowanie na postaci królowej, a nie na historii jako takiej. Nie wnosi nic nowego, ale dość ciekawie przedstawia sytuację Marii Antoniny, zamkniętej w złotej klatce Wersalu i odciętej całkowicie od rzeczywistości. Autorkę nieco poniosła wyobraźnia przy opisie rzekomej podróży królowej do Szwecji w towarzystwie Axela Fersena. Co prawda podkreśla, że to zmyślenie, ale tak nieprawdopodobne, że czyni z powieści bajkę. Nieprawdą jest także, że w rodzinie Ludwika XVI nie było bliźniąt (wątek pojawia się, gdy MA oczekuje kolejnego dziecka i jest zadziwiona rozmiarem swojego brzucha). Dwie najstarsze córki Ludwika XVI i Marii Leszczyńskiej, zatem ciotki Ludwika XVI były bliźniaczkami. Niby detal, ale z punktu widzenia zainteresowanych tematem dość duży błąd.




Wokół Marii Antoniny pojawia się kilka postaci fikcyjnych (jej pierwsza miłość - Eryk, jej służąca Zofia i zazdrosna żona Eryka - Amelia, spiskująca przeciw królowej). Miały zapewne ubarwić opowieść, mnie zdecydowanie drażniły, gdyż wydawały mi się mało wiarygodne, aby austriacka arcyksiężniczka obściskiwała się z chłopcem stajennym albo francuska królowa wysłuchiwała obelg ze strony pokojówki. Lubię bardzo powieści historyczne z domieszką fikcji, ale umiem też wyczuć, kiedy przekraczana jest granica prawdopodobieństwa. W tym wypadku, mimo że nie wątpię w kompetencje autorki, chciałam czasem zakrzyknąć "Stop, to idzie za daleko!".


Axel Fersen

Ciekawie natomiast opisana została miłość do Fersena, bo ukazuje, że królowa była stała w uczuciach i zdolna do głębokiego, długotrwałego przywiązania. Co prawda i w tym wypadku  Erickson pozwoliła sobie na zbyt daleko idące gdybanie, ale jest ono łatwiejsze do przełknięcia, bo wiadomo, że rzeczywiście królowa i jej faworyt mieli romans. Mniejsza więc o to, kiedy się zaczął i ile trwał, ważne, że stanowił jeden z najjaśniejszych epizodów w życiu Marii Antoniny. Wszystkie przekazy historyczne są zgodne, że jej wybranek był mężczyzną niezwykle przystojnym, inteligentnym i nietuzinkowym, co może również świadczyć jedynie na korzyść kobiety, której poświęcił całe swoje życie. Nigdy się nie ożenił. W swoim dzienniku i korespondencji zawsze wyrażał się z wielkim szacunkiem i podziwem o Marii Antoninie. Podkreślał jej szlachetność, dobroć i troskę o innych. Jego świadectwo jest ważne, bo nie był ślepo zakochanym młokosem, ale mężczyzną światłym. Obserwował królową przez wiele lat, ich relacje siłą rzeczy ewoluowały od szalonej miłości po uczucie dojrzałe, które przerwała dopiero śmierć. W swoim testamencie Maria Antonina nie mogła otwarcie wspomnieć o ukochanym, ale przeczytałam tam jedno zdanie, które na pewno było pisane z myślą o nim:


Miałam przyjaciół! Myśl, że rozstaję się z nimi na zawsze, i ich cierpienie są jednymi z największych smutków, które zabiorę z sobą umierając; niech wiedzą przynajmniej, że, aż do ostatnich chwil, myślę o nich.

 Prawdą jest, że Fersen słynął z licznych relacji z kobietami, żadna jednak nie zastąpiła w jego sercu Marii Antoniny, a dzień jej śmierci zawsze czcił, jako dzień żałoby.


"Straciłem wszystko, co miałem na tym świecie. Ta, za którą oddałbym tysiąc razy moje życie, już nie istnieje"


 Ostatnie napisane przez Marię Antoninę słowa:
16 pażdziernika o 4.30 rano 
 Mój Boże, zlituj się nade mną! Moim oczom zabrakło już łez, aby płakać za wami moje biedne dzieci; żegnajcie, żegnajcie! 
Marie Antoinette


Zaczęłam też czytać pierwszy tom trylogii napisanej przez Juliet Grey Maria Antonina. Z Wiednia do Wersalu. Zapowiada się bardzo dobra lektura.

23 komentarze:

  1. Piękny post, ileż tu wiedzy i pięknych zdjęć zgromadziłaś. Tej książki raczej nie przeczytam ale może wrócę do tej, którą już czytałam i mam w zborze swoim, a jest to Maria Antonina Stefana Zweiga. Szkoda, że moje wydanie nie ma ani jednej ilustracji.))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tak dawno była dobra francuska inscenizacja o ich ucieczce z Paryża, ale nie oglądałam całej.)

      Usuń
    2. Jeśli czytałaś Zweiga, to najpiękniejszy głos w obronie Marii Antoniny masz za sobą.

      Usuń
    3. Było to mnóstwo lat temu i pamiętam tyle, że była to tragiczna postać.Nie wiem na ile, ale można ich tragedię przyrównać do tragedii Romanowów.
      I tam i tu lud był okrutny i bezlitosny, jakby nie wystarczyła emigracja. Nienawiść to straszna siła.)

      Usuń
    4. Lud okrutny, ale i arystokracja nie była lepsza. I tam, i tu nawet najbliższa rodzina nie zrobiła nic wielkiego, aby im pomóc. Fersenowi nigdy nie zwrócono ogromnych sum, które zaangażował w ratowanie rodziny królewskiej. Nie mieli nawet tyle godności, żeby się rozliczyć, tylko przerzucali odpowiedzialność na kolejnych członków rodziny.

      Usuń
    5. Ogólnie rzecz biorąc historia ludzkości optymizmem nie napawa. Ludzi żyjących kosztem innych nigdy nie zabraknie.)

      Usuń
  2. Maria Antonina należała niegdyś do moich ulubionych postaci historycznych. Czytałam o niej namiętnie wszystko, co było dostępne, zaczęłam od Zweiga. Ciekawy obraz królowej pozostawiła w swych pamiętnikach jej malarka E.Vigée Le Brun (wybór polski, Czytelnik, 1977).Przed laty jej biografię "Ja, Maria Antonina królowa Francji" napisała Izabela, hrabina Paryża (spokrewniona z siostrą Marii Antoniny - Karoliną, królową Neapolu), nie jest to zbyt odkrywcza książka, oparta raczej na emocjach niż źródłach historycznych.
    Nie pogardziłam też książką G.Bretona "Kiedy miłość była krwiożercza" okazująca kulisy związku z Fersenem. Troszkę tu skandali i ploteczek, ale czyta się dobrze. Z czasem moje zainteresowanie postacią królowej osłabło, nie napisano już nic (a przynajmniej w Polsce nic takiego nie wydano) co w radykalny sposób zmieniłoby zapatrywania na tę postać.
    Niemniej sentyment pozostał...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To normalne, że się ma okresy fascynacji, która później zamienia się w sentyment. Chyba tak ze wszystkim w życiu mamy. Zweiga mam i czytałam, ale dawno, ale zaintrygowały mnie pamiętniki malarki. Chętnie bym je przeczytała.))

      Usuń
    2. Rzeczywiście w Polsce nie ukazują się jakieś "odkrywcze" książki. Lubię za to korzystać z dostępu do wspomnień z epoki, które znajduję we francuskiej bibliotece cyfrowej. Tam właśnie natknęłam się na listy i wspomnienia Fersena, na testament Marii Antoniny i wiele innych ciekawych pozycji.

      Usuń
  3. No, cóż, ja z Marią Antoniną zapoznałam się dość dawno, dzięki nieocenionemu Dumasowi (cykl taki cały powieściowy napisał o końcówce monarchii we Francji, pewnie znasz), Zweiga też czytałam, ale też dawno i mało pamiętam.
    Maria Antonina jako osoba niewiele mnie obchodzi. Królowa jakich wiele, ani lepsza, ani gorsza. Pewnie by nikt jej nie mitologizował, gdyby nie tragiczny koniec.
    Natomiast oburzająca dla mnie była cała tzw. wielka rewolucja francuska, która kąpała się we krwi (dosłownie). Nienawidzę rewolucjonistów francuskich mocno i szczerze. Niszczyli monarchię, niszczyli Kościół katolicki we Francji, zabijali masowo ludzi, to wlaściwie były czystki etniczne...
    Nie mówię tu już o wywaleniu Boga i wsadzeniu w to miejsce rozumu (???) i zmianie kalendarza. Jakby diabeł ich opętał.
    Niezły wzór dla bolszewików, niestety.
    No, cóż, to było pokłosie oświecenia i racjonalizmu. Jak widać, rozum może nieść ze sobą nie tylko rozsądek, ale i zbrodnię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze to Alu ujęłaś.)

      Usuń
    2. Mnie najbardziej przeraża to, że wyrżnęli tylu ludzi dla idei, a Napoleon i tak się na cesarza koronował i ożenił z krewną ściętej królowej.

      Usuń
  4. Jestem świeżo po lekturze pierwszej części trylogii o życiu Marii Antoniny - i faktycznie, dotąd byłam przekonana, że to ona wypowiada słynne zdanie o ciastkach zamiast chleba! Poza tym przezwisko "Austriaczka" po francusku brzmi dwuznacznie - la Autrichienne, obca suka - obraźliwe tak dosłownie, jak i w przenośni.
    Pozwoliłam sobie przeczytać Twój post nie do końca, ale do momentu, w którym zakończyłam lekturę pierwszego tomu trylogii - chciałabym biografię królowej odkryć z kart powieści Juliet Grey.
    Postać M.A. fascynuje mnie, ale nie jakoś przesadnie; mam wielką słabość do biografii nietuzinkowych kobiet (ostatnio bardzo przeżywałam losy Józefiny Bonaparte) i na tej zasadzie wkroczyła na orbitę moich zainteresowań francuska królowa:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, l'Autrichienne brzmi we francuskim jak autre chienne, zapominam, że nie wszyscy ten język znają i nie wyjaśniam takich spraw, a powinnam:)Maria Antonina była zdecydowanym przeciwieństwem uwielbianej przez Francuzów Marii Leszczyńskiej, nie potrafiła również, mimo rad matki, dogadać się z jej córkami i kochanką króla, więc bardzo szybko stała się nielubianą królową.

      Usuń
    2. Aaaaaale ze mnie gapa, zapomniałam o apostrofie!
      Mam nadzieję, że na pozostałe części trylogii nie przyjdzie nam czekać zbyt długo!
      Pozdrawiam:)))

      Usuń
    3. Też na nie czekam, staną obok Józefiny:)

      Usuń
    4. Marto, wyjaśniaj, co znaczą słowa francuskie, wyjaśniaj, jak najbardziej. Trochę oświecenia się zawsze przyda, a teraz mało kto zna francuski. Wiele rzeczy z zakresu kultury nam pewnie przez to umyka. Więc proszę o wykladanie kawy na ławę:)

      Usuń
    5. Ok, następnym razem się poprawię:)

      Usuń
  5. ciekawa więc jestem Grey:)
    Maria Antonina niestety zupełnie nie nadawała się na tron francuski. Spełniła jedynie ambicje swojej matki Marii Teresy. Jako czternastolatka nie znała życia, była nie wykształcona i nie wiedziała jak okiełznać życie na dworze we Francji. Z czasem się tego nauczyła, ale nauka poszła w niewłaściwym kierunku.

    OdpowiedzUsuń
  6. Apropo rewolucji, jak wspomniala Ala
    http://gosc.pl/doc/1055701.Wolnosc-Rownosc-Klamstwo/3
    http://zawszepolska.eu/2012/01/wandea-%E2%80%93-wielki-grzech-francji/
    Ponoc prawdziwe halo rewolucji brzmialo - Wolnosc,rownosc, braterstwo albo smierc.
    Czym sie ta rewolucja roznila od bolszewickiej. A wciaz obchodza jej rocznice.

    kolysanka

    OdpowiedzUsuń
  7. Przełamanie prawdy w fikcji literackiej rzuca niekorzystne światło na Marię Antoninę np.zniżanie się do poziomu Eryka,ktoś być może przeczyta tyllko Ericsson i będzie miał błędne spojrzenie na Marię Antoninę



    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...