wtorek, 4 czerwca 2013

"Hej", czyli wdzięk tańczącej krowy

Jestem okropną, starzejącą się babą z innej epoki. Nie nadaję się do dzisiejszych czasów i nie dziwi mnie to, każde pokolenie w pewnym momencie przestaje rozumieć młodszych od siebie. Pewnie z zazdrości o tę młodość, która już do nas nie wróci. Jednocześnie staram się, żeby zgredowatość ze mnie za często nie wychodziła, powracam więc wspomnieniami do mej młodości durnej. Ten powrót ma mi uświadomić, że kiedyś i ja byłam zielona. Bo byłam, i zachowywałam się, jak na nastolatkę i młodą dziewczynę przystało, czyli nie zawsze zgodnie z tym, co rozum nakazywał. Jednak nie przypominam sobie, żebym do dwa razy starszej do mnie osoby waliła przy pierwszym spotkaniu per "ty". Albo na powitanie wykrzykiwała "Hej"  zamiast "dzień dobry". Pewnie, że się dużo zmieniło od moich szczenięcych lat, ale jakieś podstawy kultury osobistej, zwłaszcza przy pierwszym, oficjalnym kontakcie, chyba jeszcze obowiązują? Czy nie?

Nie jestem na czasie, więc w razie czego możecie mnie uświadomić, że jest już inaczej. Łatwiej będzie mi znieść kolejne tego typu sytuacje. A czy ja też mam wtedy odpowiadać "Hej mała, jak leci?" Może i jakiś poradnik polecicie, co bym z siebie idiotki nie robiła w kontaktach z ludźmi, bo ja mentalnie tkwię teraz w książkach o Polsce przedwojennej  i ciągle bym od "dzień dobry" zaczynała, per "szanowna pani" pisała, a "hej" to mi tylko przy "hej kolęda, kolęda" pasuje. Tu na blogu to wiadomo, sami swoi, inna atmosfera, ale żeby tak do obcej osoby, o której nic nie wiemy z taką bezpośrednią otwartością wyjeżdżać, to już nie na moje starszawe nerwy.




Nic nie poradzę na to, że gdy ktoś obcy mnie wita per "hej" widzę przed sobą krowę tańczącą na łące między kwiatkami. Tyle to "hej" czy "hejka" ma wdzięku, co tańcząca krowa. Niby ma być swojskie, lekkie i przyjemne, ale ja wychodzi niezręcznie i wywołuje u mnie rodzaj zażenowania. Nie czuję tego "hej", dla mnie nie jest to ani przywitaniem, ani pozdrowieniem, ani wyrazem kultury czy chęci nawiązania kontaktu na poziomie.

Żeby nie było, rozumiem, że czasy się zmieniają, że w modzie jest luz blues i ucieczka od sztywności, ale czy naprawdę w każdej dziedzinie? Czy to, co robimy w kręgu znajomych i przyjaciół należy przenosić na kontakty zawodowe i oficjalne? Wyobrażam sobie wejście na wykład mojej pani profesor od historii z "hej" na powitanie! Nie chciałaby nawet na mnie spojrzeć. Za "bonjour madame" popadaliśmy w niełaskę, bo mimo 84 wiosen nadal była przecież "mademoiselle".


Pocieszające jest jednak to, że większość osób całkowicie zmienia swoją postawę i sposób komunikacji, jeśli w odpowiedzi słyszą "dzień dobry", "w czym mogę pani/panu pomóc?". Nagle okazuje się, że pokłady kultury są gdzieś zachowane. Wychodzi więc na to, że jeśli wymagamy szacunku, to go otrzymujemy. Nie żebym zaraz szła w kierunku Rusinka i obrażała się o "witam". To akurat mi osobiście nie przeszkadza i jest już raczej wyrazem niezgrabnej dbałości o formę, choć rzeczywiście, dla językowych purystów, dyskusyjnym.  No ale jakieś podstawy w korespondencji czy rozmowie z zupełnie obcą osobą zachować się powinno. Niezmiennie powraca do nas Wyspiański ze swoim słynnym "Trza być w butach na weselu", czyli w każdej sytuacji trza umieć się zachować.

17 komentarzy:

  1. Ja odchodzę od "witam" e-mailach, po tym jak obejrzałam profesora Miodka. Nie ma to jak "dzień dobry":) Było mi jakoś wstyd. A po drugie staram się pisać na kopertach W.P = Wielmożna Pani/Pan zamiast Sz.P.=Szanowna Pani - również wg jego zaleceń. Jestem staromodna jak Ty, więc się nie przejmuj:)Masz zupełnie normalne podejście:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na kopertach może i tak, ale w korespondencji już szanowna pani, szanowny panie według wskazań i Miodka, i Bralczyka:

      "– Irytuje mnie słowo „witam”, używane szczególnie w mailach, pretensjonalnie. A przecież korespondencja elektroniczna, tak popularna w naszych czasach, jest taką samą korespondencją jak list – mówił z kolei prof. Jan Miodek – Zastosowany zwrot wyraża naszą postawę, od której wszystko zależy – dodał Bralczyk. – Można zacząć „Szanowny Panie”, „Drogi Józefie”, „Kochana Zosiu”… Jeśli 20-letnia dziewczyna pisze do mnie: „Witam”, to od razu odpisuję przesadnie: „Wielce Szanowna Pani… Z wyrazami głębokiego szacunku”. I czekam, co będzie się działo – mówił prof. Miodek. – I tak nie chwyci aluzji – zgasił Bralczyk. – Konwencja to piękna sprawa, bo sytuuje nas w pewnym kręgu: dziękuje, przepraszam. To rytuał, odtwarzanie, chociaż z drugiej strony język cechuje też kreatywność – dodał ostatni.

      Usuń
  2. Ja jestem chora na widok słowa 'witam' w mailach, samo słowo mnie drażni i już. Ale to może ja też jestem staromodna, albo po prostu dobrze wychowana? Zwał jak zwał, mnie ta staromodność, poprawność językowa nie przeszkadza ani u mnie ani u innych:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pełna zgoda, co do tego, że witam jest niepoprawne, ale łatwiej mi patrzeć na witam, które wynika z braku sprawności językowej, a nie z braku kultury, niż na "hej", które wynika już sama nie wiem z czego, bo przecież taka forma powitania w oficjalnych kontaktach trąci i brakiem kultury, i kompletną ignorancją zasad obowiązujących w języku polskim. Naprawdę trudno mi utrzymać nerwy na wodzy, gdy dostaję maila: Hej!!! Jestem XY, mogłabyś mi dać namiar na miejsca do zwiedzania w Paryżu, bo widziałam, że się na tym znasz. Z góry dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodam, że mail otrzymałam na skrzynkę "zawodową".

      Usuń
    2. Jeśli znajdziesz chwilę, zapraszam do zabawy: http://filetyzizydora.blogspot.com/2013/06/zarekomenduj-bloga-zabawa-ancuszkowa.html

      Przynajmniej do drugiej częsci, bo niby chciałam rekomendować, ale dla rekomendowanego wynika z tego trochę roboty...

      Usuń
    3. Ogarnę się trochę i w weekend przysiądę, ale tylko i wyłącznie przez wielką sympatię dla ciebie:)

      Usuń
  4. Oj, poczułam się lepiej, bo tak lekko licząc jestem o ładnych parę wiosen starsza od większości blogerów i już myślałam, że to postępująca starość i nieumiejętność dostosowania się do nowych czasów, ale skory szanowne i wielmożne panie podzielają mój pogląd to poczułam się lepiej. A co powiedziecie na nie odpowiadanie na dzień dobry? Spotykam się z tym notorycznie i doprowadza mnie to do szewskiej pasji, bo moje wychowanie nakazuje mi pozdrawianie, a z drugiej strony wiem, że moje pozdrowienie pozostaje bez odzewu i czuję się idiotycznie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy wróciłam z Francji, po tamtejszym kursie dobrego wychowania, gdzie nie tylko mówi się dzień dobry, ale i życzy dobrego popołudnia, dobrego wieczoru, mówi proszę i dziękuję jakby z automatu, do dziś trudno mi zrozumieć, dlaczego u nas ludzie burczą albo w ogóle nie odpowiadają. Ostatnio moje potworki tak zszokowały swoim dobrym zachowaniem w restauracji obsługującą nas kelnerkę,że im lody postawiała, bo powiedziała, że nigdy żaden dorosły nie był dla niej tak uprzejmy, a co dopiero dziecko.

      Usuń
    2. Skąd ja to znam. Jak przeprowadziłam się do Francji, to drażniły mnie te wszystkie konwenanse, te wszystkie nadskakujące panie sprzedawczynie, ale teraz, kiedy odwiedzam Polskę, drażni mnie właśnie ich brak i uświadomiłam sobie, że to właśnie dzięki tym konwenansom jest nam łatwiej i milej w życiu. I nawet nieświadomie przenoszę francuskie zwyczaje na moje relacje z Polakami.

      Usuń
  5. Napisane w poście zdanie "...bo ja mentalnie tkwię teraz w książkach o Polsce przedwojennej..." i kilka wcześniejszych Twoich postów skłania mnie do refleksji (wysnutej intuicyjnie), że powstaje nowa książka. Czyżby tym razem Warszawa? Lata dwudzieste, lata trzydzieste?
    Oczywiście jeśli to tajemnica, pytania nie było... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powstaje nowa książka rzeczywiście, będzie jednak tylko trochę wiązała się z Polską i przedwojenną, i powojenną. A główne wydarzenia będą dotyczyły Francji i Paryża od czasów belle epoque do lat sześćdziesiątych oraz nieco Stanów Zjednoczonych. Kiedy już będę na sto procent pewna, że się ukaże, zdradzę o czym będzie trochę dokładniej:)

      Usuń
    2. Wspaniale! Tak czułam, że coś jest w przygotowaniu! Powodzenia:)

      Usuń
  6. To świetna wiadomość! Życzę owocnej, miłej, twórczej pracy i przede wszystkim Wydawcy, który doceni i wydrukuje.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja używałem przez lata powitania "hej" wyłącznie w wąskim kręgu bliskich znajomych i przyjaciół, nie całkiem zresztą pewny, skąd się nam to właściwie wzięło (podejrzewam, że z Muminków, bo raczej nie pod wpływem gwary góralskiej czy języka słowackiego). Trochę zdziwiło mnie więc, gdy przed kilku laty zorientowałem się, że młodzież stosuje "hej" na co dzień. Cóż, moda - ciekawe, czy młodzi rozumieją jeszcze powitanie "serwus", które już i mnie wydawało się od zawsze jakieś staroświeckie...

    Zgadzam się jednak, że dezynwoltura językowa młodzieży to spory problem, głównie zresztą dla samych młodych, którzy nieświadomie zrażają sobie starsze pokolenie i lepiej wychowanych rówieśników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej jest całkiem sympatycznym powitaniem w kręgu ludzi, którzy się znają i lubią. Gdy ktoś mi patrzy z uśmiechem w oczy i mówi "hej", nie ma żadnych problemów. Jednak w korespondencji oficjalnej to skracanie dystansu na siłę bywa kłopotliwe dla odbiorcy, który nie zna w ogóle adresata.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...