czwartek, 29 sierpnia 2013

Île de Ré

Im bliżej końca wakacji, tym większy żal, że tegoroczne większe podróże już za mną. Są już w sferze wspomnień. O tym, że odwiedziłam Paryż już pisałam, ale jeszcze nie poświęciłam wiele uwagi cudownej Île de Ré  znajdującej się w departamencie Charente-Maritime, a w regionie Poitou-Charentes. Wyspa jest połączona z La Rochelle mostem o długości prawie 3 kilometrów. Przyznam, że kiedy tylko odrywam się od stałego lądu wpadam w panikę, więc przejazd przez most nad oceanem był dla mnie stresujący, ale warto było. Bo choć nie jest tu tak cukierkowo jak na Lazurowym Wybrzeżu ani tak malowniczo jak w Normandii czy Bretanii, od razu czuje się, że to miejsce ma swój niepowtarzalny charakter. Przyroda ujarzmiona przez surowe warunki, widać, że ocean tutaj rządzi i trzeba się liczyć z jego humorami. Ja trafiłam na szczęście na piękną pogodę, więc narzekać nie mogę, ale wiem, że i huragany się tu zdarzają.

Most

Wyspa jest niewielka, znajduje się na niej kilka malowniczych miasteczek, z białymi domkami, wokół których rosną malwy. I choć uważa się, że to polskie kwiaty  przyznam, że tylu malw nie widziałam w życiu. Są dosłownie wszędzie! Druga wizytówka wyspy to osły, sprowadzono je tutaj, by pracowały przy zbiorach soli, ubierano je w specjalne spodnie, które chroniły je przed ugryzieniami komarów.


Malwy (Les roses trémières)


Osły w spodniach


Za najważniejsze miasteczko uważa się Saint-Martin-de-Ré, naprawdę cudowne z pięknym portem, otoczone fortyfikacjami Vaubana. Tutaj spędziliśmy najwięcej czasu, choć ja miałam ciągle serce w gardle, bo widziałam wciąż potworki wpadające do oceanu. 


Saint-Martin-de-Ré



Plaże są piękne, piaszczyste, ale kiedy jest odpływ do wody można się dostać jedynie maszerując po bardzo ostrych kamieniach, więc lepiej mieć specjalne obuwie. Tłoku tu nie ma, nie ma pośpiechu, ludzie uśmiechnięci, cisi, kulturalni. W restauracjach jedzenie pyszne, gdziekolwiek jadłam, byłam zadowolona. Żadnych knajpek dla turystów, którzy już tu nie wrócą, bo widać, że to miejsce stawia na wierną i powracającą klientelę. Ponieważ jego urok nie jest tak spektakularny, jak wspomnianych już Lazurowego Wybrzeża, czy Bretanii i Normandii, musi przyciągać w inny sposób. 

I przyciąga. Przede wszystkim obsługą na wysokim poziomie, poczynając od informacji turystycznej, przez hotel po sklepy i restauracje. Śmiało mogę powiedzieć, że tak miłych ludzi nie spotkałam jeszcze nigdzie. Widać dbałość o klienta, choć na zepsutą klimatyzację w pokoju przyjaciółki nic nie dało się poradzić. Ale to był jedyny zgrzyt, bo hotel czyściuteńki, z basenem, śniadania królewskie na tarasie z widokiem na Atlantyk. Marzenie po prostu. W dodatku był z nami labrador i nikomu nie przeszkadzał ani w hotelu, ani w żadnej z odwiedzonych restauracji. Wszędzie można było poprosić o miskę wody dla psa, którą przynoszono z uśmiechem, a czasem robiono to nawet, zanim zdążyliśmy poprosić. 

Wszędzie znaleźć można bezpłatne czasopisma opisujące wyspę, jej historię i atrakcje. Île de Ré jest naprawdę niewielka, więc, aby turyści, którzy tłumnie ją odwiedzają w wakacje, mogli odpoczywać w spokoju, uprasza się o pozostawienie samochodów na parkingach i korzystanie z rowerów i spacerów. Praktycznie na każdym kroku natknąć się można na wypożyczalnie rowerów i większość przyjezdnych stosuje się do próśb o porzucenie samochodu na te kilka dni urlopu. Na wyspie panuje zadziwiająca cisza, nie ma głośnej muzyki, krzyków, nawet w najbardziej uczęszczanych miejscach ludzie nie przekrzykują się, nie podnoszą głosu. W restauracjach można swobodnie rozmawiać, chociaż stoliki są bardzo blisko siebie. Nikt nikomu nie przeszkadza. Widać po prostu, że jest to miejsce wybierane przez osoby szukające spokoju i odpoczynku, o wysokiej kulturze osobistej. Nieco snobistyczne nawet. Kiedy się już objedzie to, co modne, dobrze jest znaleźć się w trochę innym świecie. Po moim ukochanym Kraju Basków, to kolejny region, gdzie chciałabym jeszcze powrócić.

Co warto kupić? Sól morską, mydło z mlekiem oślicy i wina, a w La Rochelle koniecznie przepyszne nalewki na koniaku. Ja wybrałam sobie gruszkową, niestety nie doczekała do tego wpisu, a głupio tak pustą butelkę fotografować, więc wstawiam zdjęcie ze strony producenta tych pyszności. Znaleźć tam można nalewki czekoladowe, ze słonym karmelem, herbatnikowe, bananowe, capuccino i mnóstwo innych, również bardziej tradycyjnych, smaków. Mówię wam, niebo w gębie! Kupiłam też Pineau des Charentes, robione z winogron i koniaku. Piłam po raz pierwszy i na pewno nie ostatni.

Zbiory soli

Sól morska

Mydła z mlekiem oślicy

Dokładnie takie wina kupiłam:)
Coffret Vins de l' Ile de Ré

Nalewka gruszkowa

Bez najmniejszego wahania polecam Île de Ré na wakacyjny wypad, warto odwiedzić, jeśli choćby będziecie kiedyś w tej okolicy.






Moje zdjęcia


Surfinie ;)

 Plaża w czasie odpływu

 Surowa przyroda

 Odpływ


 Ocean wraca powoli

 Po odpływie na plaży zostaje mnóstwo krabów, niestety nieżywych biedaków


 Osiołek

 Saint-Martin














Wjazd na wyspę

Rivedoux-Plage w czasie odpływu w tle most


Poranny widok z tarasu hotelu

 Pola solne

2 komentarze:

  1. Wakacje bez głośnej muzyki, sąsiadów przy stoliku obok w restauracji, którzy się nie przekrzykują, przestrzeganie przez gości próśb o pozostawienie samochodów...to w Polsce nie może się zdarzyć.
    U nas ludzie roszczeniowi, niezadowoleni, skwaszeni, o uprzejmości i uśmiechu można zapomnieć.
    To się nazywa wysoka kultura, o której pisałaś.
    No cóż, zazdroszczę Ci tak wspaniałego, wakacyjnego miejsca, w którym można poczuć smak życia. Miałaś piękne wakacje, ich wspomnienie na pewno pozwoli przetrwać jesienno-zimowe wieczory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Roszczeniowość to jedna sprawa, druga, że u nas trudno o dobrą obsługę i restaurację na poziomie w miejscowości turystycznej. Byle szybciej posadzić kolejnego klienta, w Paryżu też w takie miejsca trafiałam, zwłaszcza na uczęszczanych szlakach, ale tu tego nie było. Czyli można:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...