środa, 7 sierpnia 2013

Królowa Matka - Elżbieta Bowes-Lyon

Rozdartam jak sosna rażona piorunem! Przeczytałam Królową. Nieznaną historię Elżbiety Bowes-Lyon i mam mnóstwo rozterek. Ciekawa to lektura, owszem, ale nie bez wad. Niestety nie można tej biografii brać całkiem serio. Lady Colin Cambell para się raczej pisarstwem skandaliczno-zarobkowym i widać, że chce za wszelką cenę wyciągnąć korzyści z faktu, że kiedyś tam, przed laty, otarła się o księżną Dianę, którą zresztą również opisała w dwóch książkach. Oparła się przede wszystkim na plotkach, co zaznacza sama już na początku:
Książka ta nie powstałaby, gdyby nie informacje pozyskane czasami przypadkowo, a czasami celowo od ludzi, których dane było mi spotkać w trakcie całego mojego kilkudziesięcioletniego życia. Przyznam, że nigdy nie zamierzałam jej napisać, i zapewne nie zrobiłabym tego, gdyby nie namowy angielskich wydawców, którzy przekonali mnie, iż szkoda byłoby nie wykorzystać wiedzy, jaką zdobyłam, nierzadko czystym trafem, dzięki burzliwym kolejom losu. Wyszli z założenia, że skoro miałam szczęście znać osobiście, a nawet być spokrewniona z ludźmi, którzy dobrze znali królową Elżbietę - Królową Matkę, nieodpowiedzialnością byłoby pozwolić, by owa wiedza zniknęła wraz ze mną z powierzchni ziemi. 
Chciałabym podkreślić, iż wiele z przytoczonych przeze mnie spostrzeżeń pochodzi od osób, które nie spodziewały się, że ich komentarze kiedykolwiek ujrzą światło dzienne. Gdyby wiedziały, że ich opinie złożą się pewnego dnia na opowieść o czyimś życiu, prawdopodobnie próbowałyby swoje uwagi stonować.  

"Owa wiedza", niezwykle trafne określenie. Jej wersję wydarzeń z wielkim rozbawieniem przyjęli angielscy historycy, przyznając jej nawet, że napisała kawał dobrej fikcji, jednak budzącej wiele zastrzeżeń pod względem merytorycznym. Drażni również nieco to wyeksponowane od razu napuszenie autorki, która twierdzi, że to wraz z nią zniknie prawda o rodzinie królewskiej. Bez przesady! - chciałoby się zakrzyknąć. Cóż, Colin Cambell jest znana z tego, że poszukuje sensacji, które stanowią podstawę pisanych przez nią książek, więc rozpoczynając lekturę, trzeba mieć to na uwadze.

Oczywiście reakcji dworu królewskiego na opisane przez nią rewelacje nie ma i nie będzie. Ten zawsze milczy z godnością. 

  



Colin Campbell zapewnia, że oparła się na informacjach uzyskanych z bliskich kręgów królewskich, czyli mówiąc wprost po naszemu, wiedzę czerpała z tego co "jedna baba drugiej babie powiedziała". Podobno miała dostęp do jakichś tajnych źródeł, ale dla mnie, w przypadku biografii, tajne źródła to żadne źródła. Autorka opowiada również w licznych wywiadach o tym, że przyszedł czas, aby prawda wyszła na jaw, zanim umrą wszyscy zainteresowani, znaczy się w tym wypadku królowa Elżbieta II już tylko została. Szkoda, że nie pospieszyła się trochę i nie wydała książki za życia głównej zainteresowanej, miała mnóstwo czasu, bo ta żyła 101 lat. To by było dopiero ciekawe - konfrontacja z taką bohaterką!


Lady Colin Campbell

Dla mnie to jest największa wada tej książki, że posiłkuje się słowem szeptanym. Motywacje autorki, od początku jasno podkreślone, stawiają sprawę jasno, więc nie mogę mieć pretensji, że nie zostałam uprzedzona, w jakim kierunku potoczy się opowieść:

(...)Królowa Matka jako ważna postać historyczna oraz niezwykła kobieta zasługuje na to, by wreszcie obalić otaczające ją mity i ukazać prawdziwe oblicze tej wyjątkowej i złożonej osobowości. 

Urocze to stwierdzenie, że "zasługuje, by obalić". Ja odczytałam to jako "zasługuje, by jej nieco przywalić", ale może nadwrażliwa jestem:) Mimo tego, nie dostrzegłam w tej biografii zamiaru oczernienia postaci Królowej Matki, raczej chęć jej uczłowieczenia i ściągnięcia z piedestału, co owocuje odczuwaną przez czytelnika sympatią. Autorka wyraźnie podkreśla, że była to osoba niezwykła, której wszystkie zalety i wady były niezbędne, aby mogła stać się jedną z najważniejszych osób w historii brytyjskiej monarchii.  Campbell zajęła się wadami, bo o zaletach już wiele napisano. Nie odniosłam wrażenia,  że nie lubi swojej bohaterki, po prostu nie chciała pisać kolejnego hymnu pochwalnego, jakich już wiele powstało. Problem jedynie w tym, że jej opowieść o mniej znanej stronie królewskiej osobowości bierze się w dużej mierze z plotek.

Mam nadzieję, że przyglądając się charakterowi Elżbiety i pewnym dotychczas nieznanym okolicznościom, które ją ukształtowały, czytelnicy zobaczą w niej żywą istotę, człowieka z krwi i i kości  kobietę, która pragnęła być panią własnego losu - i udało jej się to osiągnąć z niebywałym wręcz skutkiem, ponieważ przeszła do historii jako jedna z najważniejszych postaci XX wieku. 



Niewiarygodność źródeł dotyczących spraw ściśle prywatnych i bezkrytyczna wiara, że oto tylko Campbell może opowiedzieć prawdę, są dla mnie dużym minusem. W dodatku od pierwszych stron czuje się, że biografka chce uczynić ze zdobytych informacji prawdę objawioną, co powoduje, że książka jest pisana pod konkretną tezę: podważyć dobrą reputację najbardziej lubianej członkini królewskiej rodziny. Oczywiście, co jakiś czas następuje podkreślenie wyjątkowości opisywanej postaci, ale jakieś takie bardziej z obowiązku. Dużo ciekawsze są fragmenty krytyczne niż pochwalne. Te drugie przypominają uprzejme głaskanie kota przez osobę, która jest zagorzałym psiarzem albo na odwrót, jak kto woli.

Przyznaję, że czytałam wiele tendencyjnych biografii, najczęściej jednak autorzy za bardzo lubili opisywane postaci i starali się je wybielać, jednak w tym wypadku uparte brnięcie w chęci zdemaskowania osobistych spraw królowej jest momentami zaskakujące. Trudne do przyswojenia, zwłaszcza po lekturze "Jak zostać królem", gdzie Królowa Matka jest opisana inaczej, a pamiętać należy, że ta książka powstała na podstawie wspomnień Lionela Logue'a, związanego długoletnią i bliską przyjaźnią z Jerzym VI i jego rodziną. 

Ale... 

Jest to bardzo ciekawa książka właśnie dzięki temu, że autorkę porwały emocje i plotki. To dodało jej pikanterii i, jeśli się ją potraktuje jako fikcję literacką, nie ma problemu z odbiorem. W dodatku nie można autorce zarzucić, że w ogóle nie sięgała do źródeł wiarygodnych, bo sięgała. Ciężko jest tylko rozróżnić prawdę historyczną od zakulisowych pogłosek.


Jeśli się nic nie wie o Queen Mother, to opisane przeze mnie wady nie mają żadnego znaczenia, bo wiadomości na jej temat uzyskujemy mnóstwo. Niemniej nurtuje mnie pytanie, czy biograf ma prawo oprzeć się w tak dużej mierze na plotkach i domysłach. Zwłaszcza tych, które dotyczą pochodzenia królowej matki (podobno córki francuskiej kucharki Margueritte Rodière, stąd przezwisko nadane jej przez szwagra - Cookie) czy jej wielkiej niechęci do pożycia małżeńskiego, co ponoć było przyczyną poczęcia Elżbiety II i jej siostry Małgorzaty w wyniku sztucznej inseminacji. Informacje o matce kucharce, podobnie jak te o nieudanym życiu seksualnym oraz poczęciu księżniczek, rozsiewać zaczęli Edward VIII i jego Amerykanka, którzy nie darzyli królewskiej bratowej sympatią. Wallis Simpson długo wierzyła, że to właśnie ona zostanie królową, przez całe życie nie mogła darować Elżbiecie upokarzającego zakazu wstępu na dwór królewski, podtrzymanego z uporem przez Elżbietę II. Ta nieustępliwość matki i córki na pewno nie wynikała jedynie z pamięci o przedwojennym skandalu. Jeśli nie umiały wybaczyć, to właśnie raczej z powodu plotek fabrykowanych z zaciętością przez Wallis. Osobiście byłabym ostrożna w dawaniu wiary słowom, pochodzącym od osób tak silnie skonfliktowanych z Królową Matką, których Campbell stała się rzeczniczką. Żeby było jeszcze ciekawiej Campbell urodziła się z podobną przypadłością, na jaką cierpiała prawdopodobnie Wallis, były wątpliwości, co do jej płci i przez jakiś czas wychowywano ją jako chłopca.

Nie potrafię uwierzyć, że tak sensacyjne informacje nie wypłynęły wcześniej na światło dzienne, bo nawet 100 lat temu prasa plotkarska potrafiła dotrzeć do dobrze skrywanych tajemnic rodziny królewskiej, wystarczy wspomnieć o Edwardzie VII i jego paryskim życiu czy o Edwardzie VIII i jego kochankach, opisywanych regularnie w gazetach. Pikantne informacje z królewskiej alkowy zawsze były pożądane i chętnie rozpowszechniane.

W miarę czytania coraz bardziej lubiłam Elżbietę Bowes-Lyon. Autorce udało się nadszarpnięcie mitu przemiłej, zawsze uśmiechniętej staruszki i pokazaniu jej mniej przyjemnego oblicza, ale w sumie nie ma w tym nic złego, bo aniołem nie była, jak każdy z nas. Jej panowanie przypadło na trudne lata wojenne i powojenne, a  w 1937 roku wstępowała na tron po poważnym kryzysie wywołanym przez Edwarda VIII i jego love story. Nie było wtedy czasu na bycie mimozą, musiała pokazać siłę i klasę nie tylko własną, ale i Wielkiej Brytanii. Zbyt swawolne, jak na męża stanu, zachowanie zakochanego króla, sprawiło, że ucierpiała powaga brytyjskiej monarchii, a perypetie miłosne wywoływały ogólnoświatowe rozbawienie. Należało szybko przywrócić szacunek do tronu, co doskonale zrozumiała Elżbieta. To między innymi dzięki jej odważnej postawie w czasie II wojny światowej, Brytyjczycy przez bardzo długie lata bezwarunkowo szanowali rodzinę królewską (aż do śmierci Diany).

Lubię, kiedy po lekturze biografii, wzbogaca się moja wiedza, ale wolę, żeby była to wiedza solidna i sprawdzona. Jeśli tak nie jest, mam lekki niesmak i odczucie, że zostałam oszukana. W dodatku teraz muszę sama szperać w innych źródłach, żeby wyrobić sobie zdanie, o tym, jak było naprawdę. Natomiast aspekt czysto rozrywkowy jest jak najbardziej wart podkreślenia, bo mimo swej objętości (ponad 500 stron), biografia ani przez chwilę mnie nie znudziła.


Galeria
(zdjęcia między innymi ze strony http://www.royalcollection.org.uk)


Elżbieta Bowes-Lyon w 1909 roku




Bertie i Elizabeth przed ślubem

 Zdjęcia ślubne













5 komentarzy:

  1. Książka świetna, szkoda tylko, że bije z niej nienawiść autorki do Królowej Matki i w ogóle całej rodziny królewskiej. Trafne określenie pisarstwo skandaliczno-zarobkowe, bo inaczej się tego nazwać nie da. Mnóstwo tutaj ciekawych faktów, ale tak wymieszanych z plotkami i domysłami, że czasami ciężko je odróżnić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nienawiści nie wyczułam, tak jak napisałam, jest to książka z tezą i autorka stara się zrobić wszystko, by postawioną tezę udowodnić, bez przebierania w środkach.

      Usuń
  2. Ja podobnie jak Magda, wyczuwałam sporą antypatię. Wydaje mi się, że ona szukała TYLKO wad, gdy musiała opisać jakiś pozytywny aspekt życia Elżbiety, poddawała w wątpliwość czystość intencji. Nie do końca mi się to podobało ;/

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...