czwartek, 3 października 2013

Barbara i król

Długo czekałam na kolejną książkę Renaty Czarneckiej. Czekając skompletowałam sobie wszystkie jej powieści historyczne, bo jestem oddaną fanką jej pisania o polskiej historii. Najbardziej podobała mi się Królowa w kolorze karminu dotycząca miłości Barbary Radziwiłłówny i Zygmunta Augusta, ale Signora Fiorella. Kapeluszniczka królowej Bony też jest świetna. Potem na chwilę autorka przeniosła się w czasy przedrozbiorowe z dwutomową opowieścią o ówczesnych losach słynnych rodów arystokratycznych - Radziwiłłów i Czartoryskich - Pod sztandarem miłości. 




Powieść Barbara i król przenosi nas znów w czasy panowania Zygmunta Augusta. Ale tym razem tytułowa Barbara to nie królowa Barbara, ale jej sobowtór, Barbara Giżanka. Jest rok 1570, od śmierci ukochanej żony króla minie wkrótce 20 lat. Jej następczyni, Katarzyna z Habsburgów mieszka z dala od męża, w Linzu. Na warszawskim zamku panią królewskiego serca jest  Zuzanna Orłowska, od siedmiu lat oficjalna metresa. Ale król nie jest szczęśliwy, mimo trzech małżeństw nie doczekał się potomka, coraz częściej choruje. Osłabiony i zmęczony przeciwnościami losu, poddaje się bez większych problemów manipulacjom przeprowadzonym przez braci Mniszchów, marzących o bogactwie i władzy, tak samo, jak niegdyś bracia Radziwiłłówny. Wiedzą, że król wciąż tęskni za zmarłą żoną, że żadna kobieta nie zastąpiła jej w sercu władcy. Postanawiają wykorzystać niewygasłą miłość i podsunąć królowi Barbarę Giżankę, uderzająco podobną do królowej Barbary. Rozpoczyna się walka o względy króla.  

Renata Czarnecka po raz kolejny doskonale oprowadza czytelnika po labiryncie dworskich intryg, gdzie uczucia nigdy nie mogą wygrać z żądzą władzy i chęcią bogacenia się. Na dworze liczy się ten, kto ma wpływ na Zygmunta Augusta. Książka jest tym bardziej fascynująca, że przekazów na temat miłości króla do Giżanki nie ma zbyt wielu, więc autorka musiała użyć wyobraźni, aby przedstawić prawdopodobny przebieg wydarzeń. Udało się to znakomicie, ani przez moment nie ma się wrażenia, że coś jest naciągane czy niemożliwe. To zasługa rewelacyjnej pracy na poziomie researchu. Dbałość o historyczne realia zachwyca, a opisy miejsc, zwyczajów, strojów oraz samych postaci są tak realistyczne, że czułam się trochę jak Harry Potter w pelerynie niewidce. Przemierzałam korytarze Zamku Królewskiego oświetlane płomieniami świec, obserwowałam twarze bohaterów, słyszałam szelest sukni, wszystko było na wyciągnięcie ręki. 

Lubię sposób pisania Renaty Czarneckiej, ma swój własny, rozpoznawalny styl, charakterystyczny rytm opowiadania i budowania scen, które można natychmiast zobaczyć. Kiedy opisuje jak ciemności komnaty zaczynają się rozpraszać od rozpalanych kolejno świec, to ja widzę, jak to się staje. Nie daje mi od razu rozświetlonej komnaty, pstryk i świeci się,  ale pokazuje, jak to naprawdę się działo, świeca od świecy, drżące płomienie, postaci wychodzące z cienia. Uwielbiam tę całą otoczkę, to budowanie nastroju, oprowadzanie czytelnika po nieistniejącym już świecie i dyskretne oswajanie z nim.

Kiedy wróciłam z Francji złakniona polskich książek historycznych, kupiłam za jednym zamachem książki Renaty Czarneckiej (Królowa w kolorze karminu, Signora Fiorella), Ewy Stachniak (Ogród Afrodyty, Dysonans) i Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk (Cukiernia Pod Amorem). I wszystkie te książki okazały się lekturami idealnie dla mnie. Prezentują nowe podejście do powieści z polską historią w tle, bez zadufania, moralizatorstwa, rozliczeń, oceniania. Po prostu interesująca opowieść o ciekawych faktach z naszych dziejów. Dodatkowo przypominają, że historia Polski nie zaczęła się w dwudziestoleciu międzywojennym, co wydaje się wynikać z ilości publikacji poświęconych temu okresowi w ostatnich latach.

Nie bardzo rozumiem także dlaczego w naszym kraju, oszalałym czasami ze źle pojmowanego patriotyzmu, większą popularnością cieszą się znane już na pamięć z setek książek i seriali opowieści o Borgiach czy żonach Henryka VIII (temat naprawdę oklepany do granic możliwości), a niczego nie chcemy się nauczyć o naszej historii, równie pasjonującej, skandalicznej, pełnej namiętności, zbrodni i tajemnic. 

I nie ma co zaprzeczać, że jest inaczej, historia Polski to na pewno nie jest najmocniejsza strona Polaków, nie licząc specjalistów w temacie. Za moich czasów przeciętny Kowalski pamiętał przynajmniej kilka podstawowych dat 966, 1000, 1025, 1331, 1410, 1791, 1830, 1864, 1918, 1920 1939, 1945, z  których 15 VII 1410 był datą najbardziej znaną. Ostatnio przeprowadzono sondę uliczną zapytując o rok 1410 i sorry, ale głupota ludzka nie ma granic! Może jednak trzeba czasem przypomnieć, że mamy historię nieco dłuższą niż 100 lat.

Barbara Radziwiłłówna ma dla nas twarz Anny Dymnej, a Bona Aleksandry Śląskiej, wtedy to zainteresowanie naszą historią się zakończyło. Od tego czasu minęło 30 lat, a genialne kreacje Dymnej i Śląskiej są już taką samą przeszłością jak kreacja Jadwigi Smosarskiej. Oba filmy dzielą 34 lata. Może czas na kolejną falę zainteresowania historią własną? Bo aż wstyd, że dydaktyczny smrodek wydzielający się od lat z powiedzenia Stanisława Jachowicza:
Cudze chwalicie,

Swego nie znacie,

Sami nie wiecie,

Co posiadacie.
jest wciąż tak słuszny, aktualny i prawdziwy.

16 komentarzy:

  1. Zwróciłaś uwagę na bardzo ważną rzecz. Część, znaczna, naszych Rodaków nie lubi, nie docenia naszej historii. Nie od dziś wiadomo, że "...co Francuz wymyśli, to Polak polubi.", ale mamy piękne filmy, ciekawe książki, a tymczasem inne, obce wygrywa.
    Cudze chwalą, swego nie znają, a co najsmutniejsze, nie chcą poznać, z góry zakładając, że nieciekawe.
    Smutne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie, Henryk VIII przebija wszystko:( a mamy tyle wspaniałych postaci w historii.

    OdpowiedzUsuń
  3. A propos książki, ostrzę sobie na nia pazury:) odkąd zobaczyłam ją w zapowiedziach. Widzę, ze warto zabrać się do lektury.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobra powieść historyczna polskiej autorki? Super, na pewno przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A cóż w tym dziwnego, że istnieją dobre powieści historyczne polskich autorek? Istnieją i zawsze istniały. Świetne książki pisały Jadwiga Dackiewicz, Hanna Malewska, Halina Popławska, Zofia Kossak-Szczucka czy Antonina Domańska. Różnica taka, że kiedyś je znano powszechnie, czytano i ceniono, bo i wiedza ludzi była na wyższym poziomie. Dziś lektura niosąca ze sobą nieco bardziej zaawansowaną wiedzę, od razu staje się niszowa.

      Usuń
    2. Z tej dobrej polskiej szkoły pisarstwa historycznego dołożyłabym jeszcze Parnickiego, Gołubiewa, Jasienicę, Malewską i Zylińską...Ale kto o nich dzisiaj pamięta?
      Chciałam jeszcze dodać słówko co do ostatniej nadprodukcji książek o XXleciu międzywojennym, o czym wspominasz.
      To akurat rozumiem, bo ten okres historyczny był kiedyś źle opisany, w krzywym, socjalistycznym zwierciadle. W szkole mowiono, że przed wojną było źle, a w domu słyszało się co innego. Ja np. w latach 80. nie mogłam uwierzyć, jak jakaś starsza osoba mówiła, że "przed wojną" w polskich sklepach zawsze były banany i to bez kolejki:))) Dzisiaj też wielu osobom ten okres międzywojnia kojarzy się z jakims lepszym światem, kiedy kobiety były bardziej kobiece (te suknie, kapelusze, makijaże, obcasy itd) a męzczyźni bardziej męscy... Przypomina mi się tu książka, o której wcześniej pisałaś, czyli o sklepie braci Jabłkowskich (chętnie bym przeczytała).
      No i jeszcze jedno - międzywojnie to okres, do którego jeszcze ktoś żyjący może sięgnąć pamięcią. Są świadkowie, więc można coś pisać na podstawie wspomnień. I to jest ciekawe. XX wiek wciąż jest dla nas nieopisanym do końca polem historycznym.

      Usuń
  5. Może to wynika z tego, że nikt nam Polakom nie wpoił za młodu dumy z tego kim jesteśmy? Wszędzie tylko same żałoby narodowe, albo święta upamiętniające jakieś nasze klęski. Ja z lekcji historii pamiętam głównie wałkowaną do bólu starożytność, za to na współczesną historię Polski nigdy nie było już czasu...

    O Renacie Czarneckiej jeszcze w ogóle nie słyszałam, ale zakupiłam sobie ostatnio jedną z książek Cherezińskiej, więc trochę "liznę" naszej historii z literackiego pułapu ;)

    P.S. Świetna nazwa bloga, nie zapomnę, że gdy byłam mała w kółko śpiewałam "Uuu, jestem kawałkiem podłogi" ^^

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie! ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ech, to nie tak, że jestem zapAtrzona w Tudorów czy Borgiów - po prostu trafiamy na fantastyczne książki o nich i tyle :-)
    Ale dobrze wiedzieć, że i nasze literackie podwórko nie na się czego wstydzić - na pewno sięgnę po powieści tej autorki :-)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale my zawsze mieliśmy dobrą powieść historyczną, dobre biografie. Jest Stachniak, jest Cherezińska, jest Czarnecka, jest zaglądająca tu Magdalena Jastrzębska, autorka świetnych biografii historycznych:
      http://bioggraff.blogspot.com/p/moje-ksiazki.html
      To jasne, ze w niczym nie jesteśmy gorsi, a pod jednym względem na pewno mamy przewagę: nikt tak jak polscy pisarze nie dba o szczegóły, o realia, o przygotowanie się do pisania książki historycznej.

      Usuń
    2. A co do Tudorów i Borgiów, zdarzają się dobre książki na ten temat, ale nie wszystkie, które się ukazują są dobre. O Borgiach można przeczytać o w około 6-7 pozycjach, o Henryku VIII i Tudorach jest ze dwa razy więcej książek. A nasza historia nas nie interesuje, co więcej, wiem, że polscy wydawcy nie chcą wydawać powieści z polską historią w tle, bo nie interesuje ona polskiego czytelnika, który woli Borgiów i Tudorów.

      Usuń
  7. Hmm, nie słyszałam o tej autorce, a może warto byłoby się zainteresować! Historię lubię, książki o dawnych czasach też. Rozejrzę się ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam książki historyczne, ale o tej autorce nie słyszałam. Czuję, że czas się z nią zaprzyjaźnić.
    Za to, jeżeli interesują Cię ostatni polscy Jagiellonowie to polecam dwie książki: klasyka klasyków czyli Kraszewskiego "Dwie królowe" i Auderskiej "Smok w herbie" (o obu pisałam kiedyś więcej u siebie- zapraszam).
    Zaś co do fascynacji Tudorami czy Borgiami- mam wrażenie, że ta czytelnicza moda spowodowana została najpierw przez film "Kochanice króla", a potem przez seriale. O czymś jest głośno, ludzie zaczynają daną postać kojarzyć, powstają kolejne książki, więc jest jeszcze głośniej i tak to się nakręca. Choć przyznam, że też czytam wszytko co mi wpadnie w ręce na temat Henryka VIII, a Borgiów (podobnie jak całe Włochy) pokochałam 10 lat temu. Mam wrażenie, że kiedyś był taki szał na Marię Antoninę, ale minął.

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba nie wytrzymam i jeszcze w tym miesiącu kupię tę książkę... Ostatnio czytałam że HBO ma wyprodukować serial o Jagiellonach- http://historia.org.pl/2013/09/09/hbo-robi-serial-o-jagiellonach-czy-powtorzy-sukces-innych-produkcji/
    Pozdrawiam M.M :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Odnośnie dat - dorzuciłbym 13 grudnia 1981 roku, odnośnie książek historycznych - dorzuciłbym książki Sławomira Kopra, odnośnie bloga - nic bym nie dorzucał. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...